czwartek, 28 maja 2015

Wyścig do przerwy

Mam wrażenie, że ostatnio moje życie to jedna wielka gonitwa. Na nic nie ma czasu, a jednak ciągle nic nie robię. Nie potrafię się zmobilizować do działania. Czasu coraz mniej, a lista rzeczy do zrobienia coraz dłuższa. Czas najwyższy spiąć tyłek i zabrać się do roboty. Piszę to i co? Pewnie znów usiądę nad książką lub położę się wcześniej spać zamiast nauczyć się na tą pechową poprawkę z niemieckiego czy też przyłożyć się do chemii. Spróbuję zmienić podejście, ale nie wiem czy wyjdzie... a teraz przejdźmy do tego, po co piszę ten post. Chciałabym wam trochę więcej opowiedzieć o mojej wycieczce. Odkąd wsiadłam do autobusu czułam się przybita. Alan zajął miejsce tuż za mną, moja przyjaciółka nie była tak entuzjastycznie nastawiona do całego wyjazdu jak myślałam, że będzie. Na początku było naprawdę niefajnie, ale w miarę szybko się ogarnęłam. Gdy zaczęliśmy zwiedzać dostałam +50 do humoru. Pani przewodnik okazała się być bardzo sympatyczną osobą, ciekawie opowiadała. Żałuję tylko, że obok niektórych obiektów, które przyciągały mój wzrok przechodziliśmy zbyt szybko bym mogła się przyjrzeć. Na początku zwiedziliśmy Stare Miasto, później udaliśmy się na Stadion Narodowy i na dach Biblioteki Uniwersyteckiej. Chyba tyle. Chociaż moja pamięć może mnie już zawodzić... Przewodnicy sprawili, że wycieczka stała się naprawdę sympatyczna. Zarówno pani Jola, która towarzyszyła nam przez cały dzień jak i pan James, który oprowadzał nas po stadionie wywarli na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wieczorem kolacja i nocleg. Przed 22 wyszliśmy do sklepu, by zaopatrzyć się w coś na noc, a później rozmawialiśmy do późna. Osobiście położyłam się dopiero o 5, a o 7 trzeba było wstać. Teraz tak sobie myślę, że to było niezbyt odpowiedzialne z mojej strony, zważywszy na to, że czekał mnie cały dzień zwiedzania. Jeżeli mam być z wami szczera to nie bardzo pamiętam co robiliśmy w drugi dzień. Po wysileniu mózgownicy udało się pomyśleć o wizycie w sejmie, Parku Łazienkowskim oraz Niewidzialnej Wystawie. To ostatnie wywarło na mnie największe wrażenie. Naprawdę do tej pory mam w głowie pełno myśli na temat tego wszystkiego. Nie będę wam zdradzać na czym dokładnie to wszystko polegało, bo gdybyście się tam wybrali nie bylibyście zaskoczeni, ale powiem wam, że mogłam się przez chwilę poczuć jakbym straciła wzrok. Ciemność. Chcesz czegoś dotknąć, a wokół ciebie spadają różne przedmioty. Wzrok był dla mnie czymś normalnym. Myślałam sobie, że on jest i będzie. Ta wystawa dała mi do myślenia i teraz znacznie bardziej doceniam to, że widzę. Poza tą refleksyjną stroną przewodnik okazał się być naprawdę świetną osobą, łapałam z nim bardzo dobry kontakt. Polecam wam wszystkim odwiedzenie tego miejsca, bo warto. Później był kolejny nocleg. Tutaj położyłam się wcześnie. Co prawda mieliśmy zamiar rozmawiać dłużej, ale jakiś typek z recepcji się irytował światłem i tym, że w pokoju obok hałasują, więc wpadł do części pokoi i upomniał nas w niezbyt subtelny sposób. Szczerze powiedziawszy zdenerwowało mnie to, bo w końcu nie zachowywaliśmy się głośno i nie zakłócaliśmy spokoju. Rozmawialiśmy tylko przyciszonym tonem i jedliśmy słodycze, no ale... Trzeciego dnia odwiedziliśmy cmentarz na Powązkach i byliśmy w Złotych Tarasach. Cmentarz wprowadził mnie w refleksyjny nastrój. Tyle dusz. Część z nich odpłynęła z tego świata dla naszej ojczyzny. Tyle, często młodych ludzi... Gdzieś po drodze było jeszcze Planetarium w Centrum Kopernika oraz Pałac Kultury i Nauki, być może coś jeszcze, ale nie jestem pewna gdzie je umieścić. Być może w tym, co zapisałam wyżej też sporo pokręciłam, ale tak mniej więcej jest. Ogólnie wycieczka była w porządku. Cieszę się z możliwości zobaczenia wielu z tych obiektów... A wy odwiedziliście kiedyś Warszawę? A może mieszkacie tam na stałe? Piszcie swoje wrażenia co do tego miejsca ;)





PS. W Złotych Tarasach kupiłam sobie (moim zdaniem) świetną świeczkę i patyczki zapachowe o naprawdę fajnym zapachu, a po powrocie do domu czekało na mnie cudo w postaci mojego ukochanego koktajlu truskawkowego <3 






PS.2 Dziś byłam na treningu i moja ręka jest cała obdarta. Nienawidzę przeciągania liny haha :) 

środa, 27 maja 2015

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Okej. Wróciłam. I na wstępie chciałabym wam podziękować za komentarze. Aż mi się ciepło na serduszku zrobiło jak wróciłam do domu, włączyłam laptopa i to zobaczyłam. Uwielbiam was, wiecie? Wróciłam do domu przed 2 w nocy i szczerze powiedziawszy nadal jestem bardzo padnięta. Czułam jednak jakąś wewnętrzną potrzebę, żeby do was napisać. Post króciutki, bo oczy mi się zamykają. Później dodam dłuższy, gdzie podam wam szczegóły. Teraz chcę tylko, żebyście wiedzieli, że żyję, wróciłam. Wycieczka całkiem fajna, ale dupy nie urywa. Co do samej Warszawy mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest tam wiele pięknych budynków i tego typu rzeczy, sporo zieleni, ale z drugiej...brudno i jakoś tam nieurokliwie. Nie wiem jak ostatecznie to wszystko oceniam. Później się zastanowię. A teraz...idę spać, dobranoc.
PS.Łapcie kilka zdjęć ;)









sobota, 23 maja 2015

Wreszcie upragniony odpoczynek

Udało się! Jestem spakowana, mam przygotowane ubranie na jutro i mogę spokojnie posiedzieć jeszcze trochę przed komputerem, a później położyć się spać. Jutro z rana kierunek:Warszawa. Chcę już wsiąść w autobus i być pewna, że wszystko pójdzie po mojej myśli, czyli pojadę, odpocznę i postaram się wyłączyć myślenie. Przeszkadza mi tylko...moja kostka. Głupia nie miała kiedy tylko akurat teraz się zepsuła. Boli. Jak chodzę i trochę też jak na siedząco nią poruszam. To mnie martwi. Wszystko przez kopnięcia na kung-fu i moją nieuwagę. Zagapiłam się na Roxi i przy kopnięciu z półobrotu nie przekręciłam drugiej stopy. Mam skutki -,-. Może jakoś uda się obejść ten wyjazd, później się zajmę nogą, o ile do tego czasu mi nie przejdzie. No i co? W najbliższym czasie prawdopodobnie tu nie wpadnę, bo znając życie nie będę miała dostępu do internetu. Tak więc czas na odpoczynek. A wy macie jakieś plany wyjazdowe na najbliższy czas? No i trzymajcie się cieplutko ;** / PN
PS.Wiem, że miały być zdjęcia, ale padało dziś u mnie większą część dnia i nie bardzo miałam warunki do zrobienia tych zdjęć, a jak się trochę rozjaśniło byłam akurat w kościele na majówce i ten... Mam nadzieję, że mi wybaczycie ;)
PS.2 Kojarzycie The Avett Brothers? Bo mnie urzekli pod koniec ubiegłego roku i tak postanowiłam o nich wspomnieć. Uprzedzam tylko, że większości się to pewnie nie spodoba, ale ja się zakochałam w pasji z jaką to, co robią. Łapcie ich nutkę :)


piątek, 22 maja 2015

Ugly

Muszę się tą piosenką z wami podzielić. To niekoniecznie jest to, czego słucham na co dzień, ale myślę, że to dla mnie jedna z tych piosenek, w których już po 15 sekundach wiem, że ją pokocham. Podobnie się stało z You've got something. Tym razem to coś zupełnie innego, ale równie pięknego. Posłuchajcie.


Piątek, piąteczek, piątunio :D

Dziś od rana z przyjaciółką mówiłyśmy, że jak tylko przeżyjemy historię zacznie się dla nas weekend. I żeby nie było że nie lubię historii, bo lubię. Po prostu pan pytał, a ja nie bardzo się przygotowałam i nie chciałam, żeby wpadła mi jakaś słabsza ocena. Historia i polski to przedmioty, które ratują mnie przed całkowitą klęską na koniec roku. Z historii nie złapałam na szczęście żadnej oceny gorszej niż 5, a i z polskiego idzie mi dobrze. Nie mogę tego powiedzieć o przedmiotach ścisłych, bo tutaj to już jest kompletna porażka... Ale wracając. Udało się ujść z życiem na historii, więc rozpoczął się weekend. A w trakcie weekendu zapowiada się pakowanie, a później, w niedzielę wyjazd do Warszawy. Mam co do niego mieszane uczucia, ale myślę, że mimo wszystko się cieszę. Dużym plusem jest to, że ominie mnie poniedziałek i wtorek w szkole, a jeśli się poszczęści to i w środę sobie odpuszczę. Tak więc... nastrój bardzo wyjazdowy :) Nie mogę się tego wszystkiego doczekać. Jedynym co mi przeszkadza jest moje przeczucie, że coś pójdzie bardzo nie tak i z wspaniałej wycieczki zrobi się depresyjne gówno. Myślę, że to dlatego, że jedzie również Alan. Nie wiem co ja z tym wszystkim zrobię. A tak swoją drogą... ciekawe, że nazwałam go tutaj Alanem. To moje ulubione męskie imię. Chyba nie czas na takie rozkminy. Korzystając z tego, że piszę ten post chciałabym z całego serca podziękować What ? z bloga http://witajwmoimswiecie11.blogspot.com/ za nominację do Liebster Blog Award. Wow, wow, wow! Druga nominacja w tak krótkim czasie? Dla mnie prawdziwy zaszczyt. Kurcze no... niby tak mała rzecz, a jak uszczęśliwia. Chciałabym przeprosić za to, że nie odpowiem na razie na pytania i nie nominuję kolejnych osób, ale naprawdę niedawno dostałam nominację, odpowiadałam, sama nominowałam, więc w tej chwili nie widzę potrzeby ponawiania tej czynności, ale chciałabym, żebyście wiedzieli jak wielki to dla mnie zaszczyt. A teraz tak w nawiązaniu do wycieczkowego klimatu kilka fotek ubrań, które zamierzam ze sobą zabrać ;)





Skoro już wstawiam zdjęcia to łapcie też mega pyszne landrynki w wielkim opakowaniu i moje najukochańsze kochanie czyli suczkę rasy ratlerek, która wabi się Tania :) A co do ubrań... pewnie jeszcze znacząco zredukuję ilość bluzek, dodam jedną-dwie bluzy, leginsy i kurtkę ;) 

czwartek, 21 maja 2015

Szczęście z każdej strony

Jak niewiele potrzeba, żeby mnie uszczęśliwić. Wystarczy dobry trening kung-fu, spotkanie z przesympatyczną i zabawną Roxi (już Cię uwielbiam dziewczyno!) i trochę czystego śmiechu. Okazuje się, że istnieją jeszcze na tym świecie naprawdę pozytywnie zakręceni ludzie :D Tacy jak (żeby nie było, sama tak o sobie powiedziała!) "słodka idiotka" ;) Ja oczywiście nie uważam Roxi za idiotkę. Jest naprawdę świetna i pierwsze wrażenie w 100% pozytywne :) No i co? Zbliża się egzamin, oddałam zdjęcie do wyrobienia legitymacji członkowskiej (tak swoją drogą...zdjęcie okropne, wy też tak strasznie wychodzicie na oficjalnych zdjęciach??) No i nie będę się już rozpisywać :) Opowiadajcie jak wam minął dzień :) / PN


środa, 20 maja 2015

Uczucia, po co komu one?

Dziś się czuję, jakbym miała dostać okresu, to znaczy depresyjnie. Ale ten na O się nie zbliża. Chyba taki mamy klimat. Spałam dziś w dzień. W ciągu dnia spałam, a to nie zdarzyło mi się już od dawna. Dziś rozmawiałam z przyjaciółką o drażliwym dla mnie temacie. Wydaje mi się, że właśnie to mnie tak zdołowało. Nie wiem. Nie potrafię uciec i w końcu zapomnieć. A teraz siedzę ze słuchawkami w uszach, powstrzymuję cisnące się do oczu bez powody łzy i piszę. To jest jak lekarstwo. Najlepsze. Nawet krótki post potrafi mnie wyzwolić. Tak jak teraz. Zobaczcie, kiedy zaczęłam pisać miałam ochotę się rozpłakać. Teraz, gdy kończę czuję się lepiej. To jak rozmowa. Taka szczera, na którą w prawdziwym życiu nie potrafię się zdobyć. Nigdy nie przyznaję się do słabości. Nie potrafię, nie chcę, ale tutaj mogę to zrobić i jest mi tak lżej, lepiej.


Korzystając z tego, że do was piszę wstawiam tu książkowe wyzwanie 2015, które podjęłam na początku roku. Odhaczone zostały: więcej niż 215 stron ("After. Płomień pod moją skórą"), autorem jest kobieta ("Nieprzekraczalna granica"), została wydana w 2015 ("Duff. Ta brzydka i gruba"), w tytule jest imię ("Eleonora i Park"), napisał ktoś przed 30 ("Girl Online"), przeczytałam w jeden weekend ("Moja mroczna strona"), akcja rozgrywa się podczas wojny ("Na skraju jutra"), autor pod pseudonimem ("Skąpiec"). A może dacie mi w komentarzach propozycje innych punktów do mojego wyzwania? Na pewno wykorzystam.

wtorek, 19 maja 2015

Liebster Award

Spotkał mnie ogromny zaszczyt. Moje wypociny zostały docenione przez Martynę z bloga http://kolorowa-szachownica.blogspot.com/ i dostałam nominację do Liebster Blog Award! Wow! Brak mi słów po prostu, to dla mnie ogromne wyróżnienie :) A teraz... przejdźmy do pytań ;)

1.Od jak dawna prowadzisz bloga? 
No cóż, tak właściwie to swojego pierwszego bloga założyłam końcem 2012 roku, ale nie funkcjonuje on już. Ten blog jest pierwszym blogiem, który ze sobą utożsamiam i który naprawdę pokochałam. 
2.Co zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę? 
Książki i coś, czym mogłabym wezwać pomoc bądź sama się uratować :) 
3.Jakiej cechy najbardziej w sobie nie lubisz? 
Takich cech jest naprawdę sporo. Przede wszystkim nie lubię opryskliwości, lenistwa, bycia miłą (czasem to może być prawdziwym przekleństwem), zbyt szybkiego przywiązywania się do ludzi i przeklętej wrażliwości. 
4.Jakie miejsce za granicą chciałabyś odwiedzić? 
Londyn, zdecydowanie <3 Moje miasto marzeń :) 
5.Jaki jest twój ulubiony film? 
"Po prostu walcz", "Love, Rosie", "Dla ciebie wszystko" - myślę, że to moja czołówka 
6.Jakie jest twoje największe marzenie? 
Cóż... przykro mi ale go nie zdradzę, bo obawiam się, że wtedy się nie spełni ;) Ale jednym z ważniejszych moich marzeń jest odwiedzenie Londynu.
7.Ulubiony smak lodów? 
Hmm... chyba cytrynowe :) Ale jestem wielką fanką lodów, lubię wszystkie prócz czekoladowych. 
8.Nike czy Adidas? 
Nike ^^ 
9.Kto jest twoim idolem? 
Raczej nie mam idola, nie potrafię się tu określić. 
10.Ulubiony aktor/aktora? 
Theo James <3 On jest taki przystojny... haha :D 
11.Ulubiona bajka z dzieciństwa? 
"Pszczółka Maja", "Tabaluga" i "Smerfy" ;* 

Jeszcze raz dziękuję za nominację :* Oto osoby które nominuję: 
http://kotnasluzbie.blogspot.com/
http://imgonnaloveyoulikeiveneverbeenbroken1.blogspot.com/
http://ii-trust-you.blogspot.com/
http://through-the-dark-1d.blogspot.com/
I to by było na tyle...

A to moje pytania:
1.Z którym bohaterem literackim wybrałabyś się na kawę i o czym byś z nim rozmawiała?
2.Jaki jest twój ulubiony cytat i dlaczego?
3.Cecha, którą najbardziej cenisz w innych ludziach?
4.Co zwykle robisz w niedzielne przedpołudnia?
5.Podaj cechy charakteru, które najbardziej w sobie lubisz.
6.Oglądasz youtube? Jeżeli tak, to co najczęściej?
7.Jaki jest twój ulubiony wiersz? Dlaczego akurat ten?
8.Jakie słodycze są według ciebie najpyszniejsze?
9.Czym kierujesz się w swoim życiu?
10.Kim jest najbardziej wyjątkowa osoba w twoim życiu?
11.Czym jest dla ciebie wolność? 

Zewnętrzny entuzjazm

Dziś w szkole wręcz tryskałam entuzjazmem, ale w środku coś cały czas mnie uwierało. Nie wiem. Czułam się jakbym udawała, choć tak naprawdę chyba tego nie robiłam. Może grałam na tyle długo, że teraz przychodzi mi to bez najmniejszego wysiłku? Nie wiem, ale mam wrażenie, że coś jest bardzo nie tak. Jest mi z tym dosyć ciężko. I jeszcze... Alan. Nie rozumiem. Nie rozumiem. Nie rozumiem. Miałam o nim nie myśleć. Cholera no, to miał być skończony rozdział, ale ja nie potrafię. Patrzę na niego, wspominam, zatracam się w tym wszystkim i to jest takie okropne, takie okropne... Myślę, że każda rzecz, którą robię jest w jakiś sposób skierowana do niego i to właśnie dlatego czuję ciężar na sercu i mam wrażenie, że wszytko co robię jest udawane. Mam wrażenie, że moje szczęście jest tylko głupim, beznadziejnym złudzeniem. A skoro już mówię o złudzeniu to pozwolę sobie dodać kolejne dzieło z serii "Moje autorstwo"

Wszystko to robi się coraz bardziej pokręcone. Ty już zapomniałeś. Nawet na mnie nie patrzysz. A ja.. a ja ciągle o Tobie myślę. Każdą swoją cząsteczką jestem przy Tobie. Przez cały czas walczę ze sobą, by nie podejść, nie powiedzieć Ci tego wszystkiego, co siedzi w mojej głowie. Ale przecież nie mogę tego zrobić. Dla Ciebie to już zupełnie nie ważne. Masz mnie gdzieś. W każdej chwili muszę się pilnować, by na Ciebie nie patrzeć, robię co w mojej mocy, by tego nie robić, a moje spojrzenie i tak ucieka do Ciebie. Najgorsze jest chyba to, że już dawno oddałam Ci moje serce. A teraz.. Teraz czuję pustkę i chłód ziejące z lewej strony mojej klatki piersiowej, z miejsca, gdzie wcześniej znajdował się narząd odpowiedzialny za moje życie. Nie chcesz już mojego serca. Zdeptałeś je, złamałeś i wyrzuciłeś. A ja staram się pozbierać jego kawałki, by móc żyć. Z mojej klatki piersiowej na powrót zaczyna być słychać ciche, nieśmiałe bum bum. Ono bije, ale tak bardzo się boi. Tak bardzo się boi, że ktoś znowu je skrzywdzi, podstępem się do niego zbliży i brutalnie wydrze z piersi. Ono chce się chronić. Bo nie da rady drugi raz przejść przez to, co mu zrobiłeś. Nie bolałoby tak bardzo, gdybyś w cywilizowany sposób zwrócił jego część, jeszcze zdatną do użytku, choć poranioną. Nie chciałoby zniknąć, gdybyś porozmawiał, gdybyś powiedział, że bez niego będziesz szczęśliwszy. Ja i moje przeżute serduszko zrozumielibyśmy. Przecież dla mnie nie liczyło się moje szczęście, liczyłeś się Ty. Powiedz mi.. Jak to się stało, że ja, naiwna dziewczyna, myślałam, że mnie kochasz, a okazało się, że znaczyłam dla Ciebie tak mało, byś nie poświęcił mi nawet kilku minut. Dlaczego nie poświęciłeś chwilki na rozmowę w cztery oczy? To był ostatni cios dla mojego serca. Tą zniewagą kopnąłeś je na śmietnik. Odebrałeś mu tym wszystko. A teraz ono, choć bardzo by chciało, nie potrafi wrócić do normalności i ten kawałek, który z niego pozostawiłeś ożywa tylko wtedy, gdy widzi Ciebie. A rozum tak mocno je prosił, by nie dało się złapać w pułapkę.. Teraz, gdy serce jest już zupełnie bezużyteczne, rozum stara się odegrać jakiś tandetny teatrzyk, dzięki któremu ludzie będą mogli myśleć, że jest dobrze. Odgrywa głupie przedstawienie, dając nawet mi samej złudzenie normalności. Złudzenie. Bo tylko to mi pozostało.

PS. Dziękuję wam bardzo za komentarze, uwielbiam was <3

poniedziałek, 18 maja 2015

Powrót do...życia!

No hej! Witam was w ten piękny, słoneczny dzień :) Dziś poniedziałek i z jednej strony ten fakt wcale mi się nie podoba, ale z drugiej, po tygodniowej przerwie wreszcie wracam do życia! Szkoła, ach szkoła... Kocham ją ze względu na znajomych, nienawidzę przez naukę.. a mogłaby być takim pięknym miejscem ;) Oprócz tego wróciłam dziś na treningi i mega się z tego cieszę! Wreszcie trochę ruchu dla mojego pulchnego tyłeczka. Martwi mnie trochę to, że nadal mnie prześladuje kaszel, ale tym ewentualnie będę przejmować się później. Dziś na treningu dowiedziałam się, że zbliża się egzamin na pas. Muszę wam powiedzieć, że to już druga sztuka walki jaką trenuję. Najpierw było aikido, gdzie osiągnęłam pomarańczowy pasek, teraz przerzuciłam się na kung fu i to mi się znacznie bardziej podoba. Dopiero zaczynam. To będzie pierwszy egzamin - na biały pas. Coś czuję, że czekają mnie przed nim godziny ćwiczeń przed lustrem. Forma tygrysa to coś, w czym liczą się mega detale i muszę to zacząć dopracowywać. Zbliża się wycieczka do Warszawy. Jadę w niedzielę - dwudziestego czwartego. Obawiam się, że stamtąd nie będę miała jak blogować, ale cóż... A teraz pytam ja się was jak tam przygotowania do lata? Wakacje się zbliżają, większość pragnie coś poprawić. Ja powoli ćwiczę coraz intensywniej, ale to w sumie nie ze względu na figurę, ale przyjemność jaką mi to sprawia, ale jest coś czego chcę spróbować po raz kolejny i się przy tym utrzymać. Zdrowe odżywianie. Do tej pory mój największy wróg. Później być może przyjaciel. Na koniec: to był dobry dzień, minusem jest to, że dobitniej dowiedziałam się, że mimo najszczerszych chęci ciężko zapomnieć i przestać wspominać tamte chwilę... No cóż, to by było na tyle, trzymajcie się Miśki! :*


PS. Jak się oprzeć takim pysznościom?? Help! ;)

niedziela, 17 maja 2015

Spójrz w oczy śmierci

Chciałabym wam pokazać coś innego, mojego. Napisałam to opowiadanie jadąc w Bieszczady, w weekend majowy. Teraz chciałabym się nim z wami podzielić.

Któregoś dnia spytałam cię czym jest dla ciebie piękna śmierć. Odpowiedziałaś, że według ciebie na to miano zasługuje utonięcie. Mówiłaś, że mam sobie wyobrazić, że mam na sobie piękną, białą suknię, a woda, którą tak kochałam, wspaniała, a zarazem niebezpieczna otula mnie swoimi ramionami. Przez chwilę mogłam poczuć się wolna, szczęśliwa. Przez chwilę. Później zaczyna mi brakować powietrza. Zagubiona w tym wszystkim próbuję nabrać powietrza. Biorę gwałtowny wdech.. Ale zamiast powietrza, drogocennego tlenu, moje płuca napełnia woda. Zachłysnęłam się nią i zaczęłam dusić. Chcę wypłynąć na powierzchnię, ale jest zbyt daleko, a ja jestem taka słaba. Moja ostatnia myśl dotyczy tego, jak bardzo nienawidzę wody, którą niegdyś tak mocno kochałam. Umieram w męczarniach, żałując, że na to pozwoliłam. Później jest tylko ciemność. Oto jak wyobrażam sobie twoją piękną śmierć. Widzę, że moja wizja cię wystraszyła. To wcale nie takie cudowne jak myślałaś, prawda? Ale nie zamierzasz się poddać. Podajesz mi inny przykład. Tym razem mówisz o skoku z wysokiego budynku, z mostu. Najpierw delektujesz się pięknem widoków, które się wokół ciebie roztaczają. Masz rozpuszczone włosy i twierdzisz, że jesteś na to gotowa. Wykonujesz ten krok. Przez chwilę czujesz, że lecisz. Wolna. Jak ptak. Zawsze chciałaś umieć latać. To było twoje marzenie. Pragnęłaś zaznać tego uczucia. Przez chwilę czujesz się szczęśliwa, ale spoglądasz w dół i patrzysz prosto w oczy śmierci. Ogarnia cię przerażenie. Pod tobą jest tylko beton. Czujesz się, jakby ktoś odciął ci skrzydła. Śmierć zbliża się z zadziwiającą prędkością, taką samą jak ziemia pod tobą. Chcesz się wycofać, ale na to jest już za późno. Błogi uśmiech znika z twojej twarzy, rozszerzają ci się źrenice.. s później spotykasz się z zimnym betonem. Przez chwilę czujesz ból. Obezwładniający.. ale później nie ma już nic. Tak bardzo się bałaś.. Czy nadal uważasz, że taka śmierć może być uznana za piękną? Nie? W takim razie pozwól, że teraz przedstawię ci swoją wizję pięknej śmierci. Teraz ty coś sobie wyobraź. Wyobraź sobie, że.. leżysz w łóżku. Tuż obok siedzi miłość twojego życia. Delikatnie trzyma cię za rękę i powtarza, żebyś się nie bała. Mówi, że jeżeli po tamtej stronie coś jest, na pewno do ciebie dołączy, każe ci czekać na ponowne spotkanie. I ogarnia cię błogi spokój. Już się nie boisz. Wypowiadasz słowa, które mają być zapewnieniem twojej miłości, a później zamykasz oczy i twoja dusza delikatnie stąd odpływa, by zacumować w wiecznym porcie. Doczekałaś swojego czasu. Masz świadomość, że mimo tych wszystkich trudności, załamań Twoje życie było coś warte, wiesz, że były piękne chwile, dla których chciało się żyć. Starość, choroba, czy nieszczęśliwy wypadek cię pokonał. Ale walczyłaś do końca. Chciałaś walczyć. Nie odpuściłaś, gdy napotkałaś nawet te największe przeszkody. Przeskakiwałaś wąwozy i wspinałaś się na najwyższe szczyty, ale nie pozwoliłaś, by śmierć znalazła cię przed wcześnie. Nie pozwoliłaś jej zmusić cię do tego, byś jej pragnęła i dobrowolnie się jej oddała. W końcu zostałaś pokonana. Taki los czeka każdego z nas... ale walczyłaś do końca. Jestem z ciebie taka dumna..

Co sądzicie? Piszcie w komentarzach...




Niedziela, ach niedziela...

Niedziela. Czas spotkań z rodziną. Dla mnie raczej słaby dzień. Nie przepadam za niedzielami, bo niezbyt lubię wychodzić ze swojej samotni, jaką jest mój pokój tylko po to, by odwiedzić wmuszających we mnie jedzenie ludzi. Poza tym... dziś sobie uświadomiłam, że z Alanem to jest koniec. Tak na zawsze. Nie ma odwrotu. Nadzieja odleciała. I postanowiłam w związku z tym zrobić coś, czego nie chciałam robić. Stwierdziłam, że czas zacząć żyć lepiej, pełniej. Życie niestety nie dzieli się na rozdziały, więc nie mogę zakończyć tego, ale mogę to zrobić tutaj. Koniec rozdziału. Alan i PannaNikt to przeszłość. Tamtych osób już nie ma. Postaram się więcej nie wspominać o nim, o tym co było wtedy. Pozwolę sobie wspomnieć, że wczoraj była u mnie przyjaciółka - Ala. Naprawdę ją kocham. Znamy się od urodzenia, przyjaźnimy odkąd nauczyłyśmy się mówić. Ta nasza relacja, pomimo odległości i biegu czasu przetrwała tyle lat... Wczoraj znów się razem śmiałyśmy. Nasze wspólne wygłupy dają mi najlepsze wspomnienia. Przytoczmy tutaj dla przykładu pewną letnią noc z ubiegłorocznych wakacji. Do sąsiedniej wioski przyjechali nasi znajomi, a ta idiotka (kocham najmocniej <3 ) postanowiła ich odwiedzić. Tak więc szykowałyśmy cały plan. Rozłożyłyśmy namiot i tam się ulokowałyśmy, bo z domów nie dałybyśmy rady wyjść nocą (z domów, bo moja Ala przyjeżdża do babci, która mieszka po sąsiedzku). Tak więc wykradłyśmy klucze do bramy, przygotowałyśmy latarki, ubrałyśmy się ciepło i o trzeciej w nocy wyszłyśmy z naszego namiotu. No i poszłyśmy. Było strasznie ciemno, latarnie się nie świeciły, a do tego u nas na wiosce często pojawiają się dzikie zwierzęta typu lisy, sarny... No ale nic. Szłyśmy, szłyśmy i nagle ktoś z pobocza krzyczy coś typu "Hej dziewczyny! Gdzie tak idziecie?" A my przyśpieszyłyśmy kroku, takie osrane! Później ulicą jechała policja! A my oczywiście nieletnie, po ciszy nocnej... no więc w krzaki. Wpadłyśmy w jakiś rów, spiekłyśmy się pokrzywami... Ale niezrażone idziemy dalej. Uszłyśmy jeszcze trochę, a tu sarny nam przez drogę przebiegły. My już się tak bałyśmy, ale było niedaleko. W końcu doszłyśmy. Wyobraźcie sobie po wsi, gdzie wokół są lasy przejść ponad 7 km pieszo, nocą... Ale było chyba warto dla wspomnień :D Później przez chwilę posiedziałyśmy u tych znajomych i trzeba było wracać... Już takie nieprzytomne szłyśmy, Ala prawie pod samochód wpadła, ale w końcu wróciłyśmy, a jej babcia na zewnątrz stoi i patrzy i się nas pyta gdzie byłyśmy, a my takie w szoku trochę, ale wymyślamy "Poszłyśmy biegać". Chyba połknęła, bo do tej pory nam tej przechadzki nie wypominała. Teraz jak sobie pomyślę, że coś się nam mogło stać... to była głupota, nie róbcie tego w domu! Jednak nie żałuję. Przepraszam was za chaotyczność tego posta, ale oddałam się wspomnieniom i emocjom i tak pisałam bez ładu i składu... No cóż... Miłej, rodzinnej niedzieli! 


PS. Lubicie pomidory z mozzarellą? Bo dla mnie to świetna przekąska! 

sobota, 16 maja 2015

Kiera Cass "Rywalki"

   Illea to państwo położone na terenie dawnych Stanów Zjednoczonych, które ledwie podniosło się po III i IV wojnie światowej. Panuje tam monarchia, a społeczeństwo zostało podzielone na kasty. Najważniejsze są Jedynki, czyli arystokracja. Później Dwójki, Trójki i tak aż do Ósemek, czyli ludzi bezdomnych. America Singer należy do piątek, czyli artystów. Ami twardo stąpa po ziemi i wyobraża sobie swoją przyszłość u boku sekretnej miłości-Aspena, jako Szóstka. Życie Americi całkowicie się wywraca w chwili, w której rozpoczynają się Eliminacje. Mają one na celu wyłonienie żony dla księcia, a Ami zostaje Wybrana. Każda dziewczyna o tym marzyła... tylko nie ona. Dla niej oznaczało to konieczność rozstania z ukochanym Aspenem, porzucenia rodziny. Rozpoczyna się szaleńczy wyścig o koronę, której dziewczyna wcale nie pragnie. Coś jednak zmienia się w chwili, gdy poznaje przystojnego księcia Maxona. Po tym spotkaniu nie jest już pewna tego, czy rzeczywiście chce za wszelką cenę opuścić pałac.
   Bohaterowie książki zostali wspaniale wykreowani. Porywcza i temperamentna America od pierwszych stron mnie do siebie przekonała. Jeszcze bardziej polubiłam ją za to, że mimo bogactwa pałacu i luksusu, w którym się znalazła, nie zatraciła siebie. Sercem ciągle była Piątką, tą która pracowała, by pomóc w utrzymaniu rodziny. Nie od razu polubiłam Maxona. Nie patrzyłam na niego przychylnie, ponieważ swoje serce oddałam Aspenowi, który kochał Americe i był gotów się poświęcić, byleby ona była szczęśliwa. Z czasem coraz bardziej przekonywałam się do Maxona, typowego księcia, a Aspen drażnił mnie swoimi wahaniami. Do końca książki jednak kibicowałam Aspenowi. 
   Cudowna książka. Dosłownie ją pochłonęłam i od razu oddałam się oczekiwaniu na ciąg dalszy tej historii. Styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu. Podziwiam ogromną wyobraźnię pani Cass. "Rywalki" to idealne połączenie baśni i reality show. Dystopia napisana w sposób bajkowy. Fajna, lekka książka, którą polecam każdemu. 

Cytaty: 
"-Myślisz, że będę mógł się do ciebie zwracać "moja miła"? - zapytał Maxon.
-Nie ma mowy - odparłam szeptem.
-Mimo wszystko będę próbował. Nie poddaję się łatwo - Wierzyłam w to, choć irytowało mnie, że tak się przy tym upiera. 
-Do wszystkich tak mówiłeś? - zapytałam, skinieniem głowy wskazując resztę sali. 
-Tak, i każdej się to podobało.
-Właśnie dlatego mnie się nie podoba - oznajmiłam i wstałam." 

"-Jaka jest twoja rodzina?
-Co masz na myśli?
-Tak po prostu, twoja rodzina musi się bardzo różnić od mojej. 
-Faktycznie - roześmiałam się. - No cóż, na przykład u mnie w domu nie nosi się korony przy śniadaniu. 
-Jak rozumiem, w domu Singerów to zwyczaj zarezerwowany do obiadu?
-Oczywiście"

"...pierwsza miłość zostaje z tobą na całe życie" 

"W moich marzeniach wszystko układało się idealnie. 
W moich marzeniach wszyscy byli szczęśliwi" 

PS.Czy nie uważacie, że ta okładka jest piękna? ^^




piątek, 15 maja 2015

Teatr i nowy wygląd

   Uwaga, uwaga! Wielkie wow nastąpiło na moim blogu! Dzięki uprzejmości takiej świetnej osóbki jak Kuroneko AmbitneNazwisko z bloga http://kotnasluzbie.blogspot.com/ mogłam zmienić wygląd bloga na bardziej "mój". Bardzo mi się podoba i jestem meega zadowolona ze współpracy z Kuroneko AmbitneNazwisko. Aż ciężko mi to opisać. Ma nieziemską cierpliwość i pomogła mi się określić co do tego, co bym chciała, bo przyszłam do niej bez żadnego pomysłu, a z racji tego, że jestem w tym wszystkim początkująca i wielu rzeczy nie wiem musiałam pytać. A ona cierpliwie odpowiadała, tłumaczyła. Wchodźcie do niej! Ma świetnie zapowiadające się opowiadanie na blogu. Polecam wam ją całą sobą. Takie wiecie Polecam, Magda Gessler tyle że polecam, PannaNikt :)
   A teraz druga sprawa. Wypełzłam wreszcie z mojej norki do świata. Po czterech dniach wyszłam z domu. Pojechałam na wycieczkę szkolną. Do czasu powrotu było naprawdę świetnie. Najpierw godzina na kręgielni. Nie jestem zbyt dobra w tą grę... W pierwszej rundzie poniosłam sromotną porażkę. Byłam przedostatnia, a grałam na torze z osobami, które pierwszy raz trzymały kulę, ale też z jakimś kurcze mistrzem! W pierwszej rundzie zdobył sporo ponad 110 punktów, już nie pamiętam dokładnie. W drugiej rundzie byłam druga, a przegrałam o jakieś trzy punkty. Wszystkie braki w mojej grze rekompensowało świetne towarzystwo. Miałam obok siebie przyjaciół. Kacpra, Kamila, Olgę, a także świetnych kolegów Marcina, Kubę, Patryka. To było coś świetnego :) Naprawdę było miło i się śmiałam z nimi zupełnie szczerze :) No i łapcie zdjęcie! Przepraszam za jego jakość, ale ono jest po przejściach, nie pytajcie ;)


   Później poszliśmy do Tesco, nauczycielki pozwoliły kupić jedzenia do teatru ;) A zawsze było "W teatrze się je, ble ble". No i ja w tym Tesco zobaczyłam świetną sukienkę i musiałam ją kupić. Wydała mi się idealna. Zwłaszcza, że niedługo jadę do Warszawy, a jak wam chyba wspomniałam, nie mam żadnej letniej sukienki. Jestem tym bardziej zadowolona z zakupu, ponieważ przy kasie okazało się, że jest na tę sukienkę przecena i zapłaciłam prawie 30 zł mniej niż spodziewałam się zapłacić, także bardzo fajnie :) Podoba wam się??



   Następnym punktem wycieczki był spektakl. I tutaj się zawiodłam. Przedstawienie nieciekawe, wydaje mi się, że skierowane do młodszej publiczności niż gimnazjaliści (tak, jestem gimbusem ;D ). Nie będę tutaj wymieniać nazwy spektaklu itd., ale się zawiodłam. Jedyne co było fajne to to, że siedzieliśmy w ostatnim rzędzie i w niektórych chwilach kulturalnie się wygłupialiśmy i bezgłośnie śmialiśmy. Przynajmniej oprawa muzyczna była świetna, tańczyłam do niej :) Ale wydaje mi się, że od trzepania włosami byłam cała rozczochrana po wyjściu ;) No cóż.. dla dobrej zabawy i śmiechu-warto :)
   Po spektaklu udaliśmy się jeszcze do większej galerii, w której oczywiście KFC :) No i uwaga, uwaga! Koniec odwyku! :) Kupiłam sobie książkę, drugą część "Nie dajesz mi spać" czyli "Z tobą się nie nudzę". Pokochałam tę książkę od pierwszego spojrzenia na okładkę i wzięłam praktycznie bez zastanowienia. Wystarczającą rekomendacją tej książki była dla mnie jej pierwsza część, której główny bohater przyprawiał o nogi z waty i wypieki. Treść była naprawdę niesamowita, nie brakowało pikanterii, ale także humoru. Pierwsza część była fantastyczna i spodziewam się czegoś podobnego również po drugiej. Na koniec zrobiliśmy sobie z kolegami zdjęcia w tej fajnej budce no i mogłam wrócić do domu. Martwię się o nawrót choroby, ale nawet jeśli ona wróci, warto było. Tyle że... roztrzepana ja jak zwykle musiałam czegoś zapomnieć -,- Tym razem to była kurtka pozostawiona w autobusie... Dzwoniłam do Kacpra, miał ją dla mnie zabrać, ale nie wiem czy to zrobił. Muszę go w najbliższym czasie odwiedzić ;) No i wystarczy tego mojego przynudzania ;) Już was nie męczę ;) Na koniec jeszcze tylko w związku z moim dobrym humorem świetna nutka dla was ;)






Dajcie znać co o tym wszystkim sądzicie ;) I jeszcze raz chciałabym podziękować Kuroneko AmbitneNazwisko za piękny (moim zdaniem) szablon :) 

czwartek, 14 maja 2015

Sztuka, której mi odmówiono

Właśnie sobie uświadomiłam, że jestem chora. W sensie.. chodzi bardziej o to, że nie będę mogła iść na trening sztuk walki, a ja to tak uwielbiam.. To jest druga po książkach najfajniejsza rzecz w moim życiu, a ja muszę opuścić kolejny trening. Już ostatnio nie byłam, bo wtedy czułam się jeszcze gorzej niż dziś, ale opuścić dwa treningi z rzędu? No nie.. porażka. W tym miesiącu przepadnie mi jeszcze jeden trening, bo jadę do Warszawy i kurcze no, naprawdę mi przykro z tego powodu. Odpuszczam, a bardzo nie lubię tego robić. Miałam pracować nad uderzeniami i katem, nauczyć się prawidłowo pewnego kopnięcia, które w ogóle mi nie idzie, a tu nic z tego...a wy? Też macie jakieś zajęcia które uwielbiacie, a z których musicie rezygnować? Odpowiadajcie w komentarzach ;)




PS.Wstawiam wam zdjęcia takich fajnych opakowań po landrynkach, które dostałam w Biedronce. Podobają wam się? 

Książkoholiczka na odwyku

Tyle rzeczy mi się zwaliło na głowę. Odpisywanie lekcji, nauka, sprzątanie... przez to wszystko zabrakło mi czasu na czytanie! To jest straszne! Ja nie mogę żyć bez książek. Jestem taką osobą, która potrafi wydać majątek na książki, a oprócz tego jeszcze czytać na laptopie. Wiecie, siadam na łóżku, otwieram książkę i czytam, czytam, czytam. Znikam w świecie tej książki i to jest fantastyczne. Czasem potrafię nie odrywając się od lektury, zarywając noc przeczytać ponad 500 stron. A teraz brak czasu i to, że nie mam na oku żadnej interesującej pozycji mnie zabija. Ja chcę już sięgnąć po lekturę! Książki życiem! :) Postaram się w weekend znaleźć czas na jakąś ciekawą książeczkę. A teraz wróćmy do tego, co odbiera mi mój cenny czas. Cztery dni nieobecności w szkole to milion lekcji do przepisania. Naprawdę masa słów, które piszę i tak nic z nich nie wiedząc. Odpisywanie i nadrabianie zaległości to największy minus nieobecności. Poza tym.. co więcej? Jeżeli poczuję się do jutra wystarczająco dobrze to pojadę do teatru i na kręgle razem ze swoją klasą. Bardzo chciałabym jechać. Podoba mi się perspektywa wyrwania się z wioski. No ale coś oczywiście musi odbierać mi entuzjazm. A tym czymś, a raczej kimś jest Alan. Z tego co wiem on też ma jechać, a mi jest coraz ciężej znosić tę obojętność z jego strony. Niby staram się wybić go sobie z głowy, niby już go nie kocham, czuję tylko coś w rodzaju sentymentu. Mogę próbować oszukiwać nawet siebie samą. Ale w głębi duszy wiem, że mi nadal szaleńczo na nim zależy i tak bardzo chciałabym, żeby mnie przytulił... Najbardziej irytuje mnie to, z jakim towarzystwem on się zaczął zadawać. Bardzo się o niego martwię. Zmienia się. Sam może jeszcze tego nie widzi, ale ja cały czas dyskretnie go obserwuję i wiem, że jest gorzej. Zadaje się z ludźmi, którymi wcześniej gardził. Dajmy na to z Wiktorią. Cały czas mówił, że ona zachowuje się beznadziejnie, że ma na mnie zły wpływ, że jej nie trawi, a teraz wielcy przyjaciele. Ciągle ze sobą rozmawiają... Może przemawia przeze mnie zazdrość? Chociaż... nie. W końcu z Kasią też jest blisko, często rozmawiają i czuję lekkie ukłucie w piersi, gdy ich widzę, ale nie czuję, że on się stacza. Ogólnie to.. zazdroszczę każdemu, kto może z nim rozmawiać, patrzeć na niego otwarcie tego przywileju, którego mi odmówiono. Myślę, że tak będzie jeszcze przez dłuższy czas. W końcu byliśmy ze sobą przez 361 dni. Najpiękniejszych dni. A później nagle koniec. Coś się zepsuło, wypaliło i postanowił to zakończyć. Powoli się z tego wszystkiego otrząsam i podnoszę, ale jego widok cały czas przyprawia mnie o ucisk w klatce piersiowej. Może na którejś z wycieczek się otrząsnę? Może wreszcie to zrobię? Nie wiem. Mam nadzieję, że mi się uda, bo teraz jest ciężko. Może na tych kręglach, czy w teatrze on się do mnie odezwie? To prawie niemożliwe. Ale ja cały czas żyję nadzieją, chociaż wiem, że już nie może być jak dawniej i wiem, że nawet gdyby on chciał wrócić nie pozwoliłabym na to. Zbyt dużo bólu się z tym wiąże, a ja nie chcę cierpieć tego wszystkiego od nowa. Przepraszam was za ten smutny post. Miało być o odwyku książkowym i o odpisywaniu. Wyszło trochę inaczej. Naprawdę przepraszam, ale chyba potrzebowałam to napisać. Może kilka zdjęć zrekompensuje wam te smutki.






Moje ukochane skarby (książki <3 ) i wredne zeszyty, które musiałam przepisywać... 

środa, 13 maja 2015

Czas ruszyć dupę czyli porządki i zmiana dekoracji!

Po tym, jak zaczęłam się tutaj żalić z tego, jak to się nudzę, jak to myślę o Alanie, postanowiłam coś ze sobą zrobić, a z racji tego, że miałam ogromny bałagan w pokoju postanowiłam zrobić wiosenne porządki. No bo jest jeszcze wiosna, prawda? :) Tak więc zmotywowałam się i wstałam z łóżka. Zaczęłam od szafy, czyli jak dla mnie najprzyjemniejszej części. Wyrzuciłam z niej wszystkie zwinięte w kłębek ubrania, posegregowałam na podłodze, poskładałam, a na końcu poukładałam je w szafie. Zmieniłam trochę jej charakter. Wcześniej pełno tam było zimowych ubrań, a zima jest przecież już za nami! Tak więc wyjęłam z innej szafki moje krótkie spodenki, topy i inne letnie ciuszki i teraz to one mają przewagę w mojej szafie, a nie swetry, których wcześniej było tam pełno. Na wieszaki powiesiłam zwiewne koszule i sukienki (a skoro już jesteśmy w tym temacie... muszę zainwestować w takie letnie sukienki, bo jak na razie posiadam tylko te eleganckie czy też dyskotekowe). Następnym krokiem moich porządków była problematyczna szuflada z kosmetykami. Wydaje mi się, że wreszcie znalazłam na nią sposób! Po domu walały się koszyki z Biedronki, takie w sam raz do szuflad. Podzieliłam kosmetyki zgodnie z ich zastosowaniem i powrzucałam do koszyków. Nadal miałam bałagan, ale wyglądało to schludnie, fajnie. Teraz ten bałagan był kontrolowany. Niestety w trakcie dalszego sprzątania znalazłam jeszcze wiele rzeczy nadających się do tej szuflady i jeden z koszy jest już porządnie zagracony... Kolejnym punktem na mojej liście było biurko. Wiecznie nieogarnięte. Tu również przyszły mi z pomocą koszyczki. Kontrolowany bałagan w biurku podoba mi się znacznie bardziej od tego, co było wcześniej. Teraz wiem gdzie co znajdę i to jest bardzo pomocne. Później ogarnęłam odrobinę w komodzie, ale tam utrzymał się względny ład po świątecznych porządkach. Na końcu dno szafy. Wyrzuciłam stamtąd zbędne rzeczy, pomogłam sobie pudełkami i ułożyłam moje buty. Teraz wygląda to naprawdę ładnie. Poza tym w trakcie sprzątania znalazłam moją kolekcję przypinek. Może wiecie co mogłabym z nimi zrobić?? Bo ja jakoś nie mam pomysłów. Moim ulubionym elementem sprzątania jest to, że na końcu zawsze zmieniam w jakiś sposób dekorację pokoju. Tym razem zdjęłam ze ściany antyramę, a zdjęcia z budki, które wcześniej w niej trzymałam, przykleiłam do szafki nad biurkiem. Do boku mojej "biblioteczki" przykleiłam różne duperelki, do których zamierzam coś jeszcze dodać, a na biurku miejsce wielkanocnych pisanek zajęła kompozycja z malutkich świeczek zapachowych. Znalazłam w kuchni ciekawe naczynie z kloszem, nasypałam do niego odrobinę kawy i umieściłam w środku świeczkę. Przed naczyniem postawiłam kolejne trzy. Jestem naprawdę zadowolona z efektu. A wy, macie jakieś triki co do ciekawych dekoracji? Albo doradzicie mi co zrobić, żeby porządek się utrzymywał? Jeżeli ktokolwiek to czyta to.. czekam na wasze komentarze :) A tutaj macie kilka zdjęć :*





Melancholijnie, tak bardzo...

Chora, chora, chora. Muszę siedzieć w domu. I wcale mi się to nie uśmiecha... Siedzę, patrzę beznamiętnie w ekran laptopa i co? Nic. No właśnie. Kiedy zaczęło mi się nudzić zrobiłam listę rzeczy, które muszę spakować, gdyż niedługo jadę na wycieczkę. Taką szkolną. Co jest złego w robieniu takiej listy? Niby nic, ale... ja wcale nie chcę tam jechać. Tak bardzo nie chcę. Alan (zmieniłam jego imię, nie będę wam tu podawać autentycznych imion ;) ) też tam jedzie. Alan jest moim byłym, tym, który rzucił mnie przez facebooka. Ubiegłoroczna wycieczka była dla mnie wyjątkowa właśnie dzięki niemu, a teraz nawet ze sobą nie rozmawiamy... W ubiegłym roku on trzymał mnie za rękę, przytulał, całował. Opierałam się zmęczona na jego ramieniu, a on był. Dał mi najlepsze wspomnienia. A teraz stał się jednym z nich... Trochę smutne. Wczoraj miałam dużo czasu na myślenie i oczywiście wszystko znów skierowało się w stronę Alana. Znów czytałam te głupie wiadomości, które zadały mi tyle bólu. Masochistyczna część mnie bardzo tego pragnęła. Kazała mi włączyć jego aska. Jeszcze większy ucisk w klatce piersiowej i łzy w oczach. Nienawidzę tej części siebie. W końcu się jakoś ogarnęłam i żeby odsunąć myśli od tego tematu zaczęłam czytać "Wichrowe wzgórza". Nie wiem czy mi się spodobało. Po pierwszych trzech rozdziałach tylko część, w której pojawiło się imię Katarzyny i początek opowieści o niej mi się podobał. Poza tym ta książka jest dla mnie chyba ciągle zbyt hmm.. poważna? No nie wiem.. A teraz znów siedzę w domu, nie poszłam do szkoły. W uszach mam słuchawki, z których wydobywają się dźwięki dosyć przygnębiających piosenek i patrzę przez okno w oczekiwaniu na deszcz. Pogoda jest taka w sam raz do mojego nastroju. Jest pochmurnie, zimno, wieje lekki wietrzyk i zanosi się na deszcz, ale on jeszcze nie spadł. Teraz piszę do was. Jest mi dzięki temu lepiej. Pomimo tego, że nie wiem, czy ktoś to kiedykolwiek przeczyta, to czuję się tak, jakbym z kimś rozmawiała i jest mi lepiej. Wiecie...w tym poście otworzyłam się bardziej niż gdziekolwiek indziej. Nie zwierzam się z tego wszystkiego przyjaciółkom, nie piszę o tym w pamiętniku. Nie rozumiem dlaczego tam nie mogę się na to zdobyć, a tutaj...to wszyło naturalnie. Myślę, że to magia internetu i złudzenie całkowitej anonimowości. Z racji tego, że ten post jest jednym z tych melancholicznych wstawię wam tu coś, co napisałam, a później przygotuję się do całego tego odpisywania i powrotu do szkoły, którego w gruncie rzeczy wcale nie chcę.

Dlaczego wciąż to robimy? Dlaczego zachowujemy się tak, jakbyśmy mieli żyć wiecznie? Przecież... nie mamy pojęcia, czy ten dzień nie będzie dla nas ostatnim. Możemy akurat jeść obiad, oczekiwać na deser, siedzieć bezczynnie przed komputerem, być z bliskimi... Niezależnie od tego, co robimy koniec może nastąpić. W Ziemię może uderzyć asteroida, możemy się zadławić, terroryści mogą wbiec do sklepu, w którym przebywamy. Co nam da skupianie się nad swoją jakże ważną pracą, jeżeli budynek, w którym właśnie przebywamy może wybuchnąć? Powiesz mi, że jest na to wszystko szansa jeden na milion. Ale ona jest. I zawsze będzie. Nie przywiązujmy zbytniej wagi do tego, co robimy, nie starajmy się być idealni, bo jeden moment może położyć wszystkiemu kres. Starajmy się żyć tak, jakby każdy dzień miał być naszym ostatnim. Spełniajmy marzenia! Zostawmy po sobie jakiś ślad tutaj. Żyjmy tak, by nawet po naszej śmierci pozostał tutaj ktoś, kogo pamięć o nas byłaby żywa. Bądźmy. Każdą sekundą swojej egzystencji zaznaczajmy naszą obecność. Bo kres jest bliższy niż nam się wydaje..
-Panna Nikt

wtorek, 12 maja 2015

Co? Jak? Dlaczego?

Kim jestem? To tajemnica, której nigdy nie zdradzę. Tak przynajmniej myślę w chwili dodawania tego posta. Co to za blog? Nic szczególnego. Zwykłe pisadełko dla mnie. Coś w rodzaju pamiętnika. Może tutaj będę bardziej systematyczna niż w zwykłym notesie. Pisać o sobie, o tym, co dzieje się w moim życiu, zupełnie anonimowo to dla mnie fajna sprawa. Bo na co dzień mam jakieś dziwne zahamowania. Nie zawsze mówię, co myślę, ale tutaj postanowiłam być z wami zupełnie szczera. W każdym calu. Tak więc jestem PannąNikt. Piszę po to, żeby się dowiedzieć co wy myślicie o życiu. Czy tylko ja mam te wszystkie trudności? Tylko mnie mój głupi były chłopak rzucił przez facebooka mówiąc, że zależy mu na moim szczęściu? Tylko mnie nikt nie rozumie? I czy tylko moje tak zwane przyjaciółki ciągle coś przede mną ukrywają, kręcą i robią wszystkie te beznadziejne, totalnie dołujące rzeczy? Moją ucieczką od tego wszystkiego są książki. Mogę się przenieść do ich świata i zapomnieć o swoim. Mam nadzieję, że ten blog będzie kolejnym sposobem radzenia sobie. W końcu będę mogła wyrzucić z siebie wszystko, co we mnie siedzi. Życzcie mi wytrwałości, bo z tym bywa u mnie różnie. A tak w ogóle.. czy ktokolwiek będzie to czytał? Tego to ja nie wiem. Nie mam wręcz pojęcia i szczerze powiedziawszy.. nie przejmuję się tym jakoś. Najwyżej będę to robić dla siebie. Już mi się tu podoba. Teraz tylko znaleźć motywację do kontynuacji i nie odpuszczać tego bloga. Chcę pisać, pisać, pisać. Tak w ogóle to skoro już zamieszczam ten pierwszy post mogę opowiedzieć trochę o sobie. Jestem dziewczyną średniego wzrostu. Brunetka o brązowych oczach. Mogę się uznać za szczupłą, choć oczywiście stając przed lusterkiem mogę naliczyć milion wad. Najbardziej nie lubię swojego nosa. Jest okropny. Poza tym boję się, że niedługo będę o wiele bardziej "treściwą" osóbką, bo nie potrafię przestać jeść słodyczy. One są jak magnez. Przyciągają mnie do siebie i jak już złapią, nie chcą puścić. Już przytyłam. Muszę się ograniczyć i zamiast nich jeść konkretne jedzenie ale to takie truuudne.. Będę walczyć o skończenie z nimi! Może się uda :) A teraz wracając do opisu mnie. Jestem w miarę dobrą uczennicą, mam dobrą pamięć, ale ostatnio się opuszczam. Zaczynam mieć dosyć nauki. To takie męczące. Wolałabym czytać książki czy przeglądać beznadziejne strony w internecie bądź wychodzić z przyjaciółmi. I dlatego olewam naukę. I już widzę tego skutki. Opuszczam się. Z piątek schodzę na czwórki, a te czwórki powoli zaczynają się przemieniać w trójki. To niepokojące. Chciałabym to zmienić i zacząć się przykładać, ale bardzo ciężko jest to zrobić, szczególnie osobie tak niezorganizowanej jak ja. A jeśli już jesteśmy przy dezorganizacji to mogę tutaj wspomnieć, że jestem straszną bałaganiarą. Żyję w chlewie, a chciałabym mieć uporządkowany pokój z ładnymi dekoracjami, jak dziewczyny w filmach. No ale łatwo powiedzieć, gorzej zrobić. Nawet gdy posprzątam na błysk, po kilku dniach bałagan wraca ze zdwojoną siłą. Muszę postarać się temu zaradzić. Poza tym jestem osobą spontaniczną, lubię dobrą zabawę. Tutaj pasowało by wtrącić, że moja dobra zabawa jest czym innym niż większość osób mogłoby to uznać. Wypad z przyjaciółmi, wesołe miasteczko, zwykłe wygłupy w domu, robienie pokręconych rzeczy z tymi wyjątkowymi ludźmi-to moja dobra zabawa. A teraz ostatnia rzecz, żeby was nie zanudzić. Uwielbiam pisać. Opowiadania. Coś, co można podłapać pod wiersze. Chciałabym w przyszłości napisać i wydać książkę. To moje największe marzenie. Czy się spełni? Nie mam pojęcia. Czas pokaże. W tym poście już wystarczy. Do następnego :*
PannaNikt