niedziela, 17 maja 2015

Niedziela, ach niedziela...

Niedziela. Czas spotkań z rodziną. Dla mnie raczej słaby dzień. Nie przepadam za niedzielami, bo niezbyt lubię wychodzić ze swojej samotni, jaką jest mój pokój tylko po to, by odwiedzić wmuszających we mnie jedzenie ludzi. Poza tym... dziś sobie uświadomiłam, że z Alanem to jest koniec. Tak na zawsze. Nie ma odwrotu. Nadzieja odleciała. I postanowiłam w związku z tym zrobić coś, czego nie chciałam robić. Stwierdziłam, że czas zacząć żyć lepiej, pełniej. Życie niestety nie dzieli się na rozdziały, więc nie mogę zakończyć tego, ale mogę to zrobić tutaj. Koniec rozdziału. Alan i PannaNikt to przeszłość. Tamtych osób już nie ma. Postaram się więcej nie wspominać o nim, o tym co było wtedy. Pozwolę sobie wspomnieć, że wczoraj była u mnie przyjaciółka - Ala. Naprawdę ją kocham. Znamy się od urodzenia, przyjaźnimy odkąd nauczyłyśmy się mówić. Ta nasza relacja, pomimo odległości i biegu czasu przetrwała tyle lat... Wczoraj znów się razem śmiałyśmy. Nasze wspólne wygłupy dają mi najlepsze wspomnienia. Przytoczmy tutaj dla przykładu pewną letnią noc z ubiegłorocznych wakacji. Do sąsiedniej wioski przyjechali nasi znajomi, a ta idiotka (kocham najmocniej <3 ) postanowiła ich odwiedzić. Tak więc szykowałyśmy cały plan. Rozłożyłyśmy namiot i tam się ulokowałyśmy, bo z domów nie dałybyśmy rady wyjść nocą (z domów, bo moja Ala przyjeżdża do babci, która mieszka po sąsiedzku). Tak więc wykradłyśmy klucze do bramy, przygotowałyśmy latarki, ubrałyśmy się ciepło i o trzeciej w nocy wyszłyśmy z naszego namiotu. No i poszłyśmy. Było strasznie ciemno, latarnie się nie świeciły, a do tego u nas na wiosce często pojawiają się dzikie zwierzęta typu lisy, sarny... No ale nic. Szłyśmy, szłyśmy i nagle ktoś z pobocza krzyczy coś typu "Hej dziewczyny! Gdzie tak idziecie?" A my przyśpieszyłyśmy kroku, takie osrane! Później ulicą jechała policja! A my oczywiście nieletnie, po ciszy nocnej... no więc w krzaki. Wpadłyśmy w jakiś rów, spiekłyśmy się pokrzywami... Ale niezrażone idziemy dalej. Uszłyśmy jeszcze trochę, a tu sarny nam przez drogę przebiegły. My już się tak bałyśmy, ale było niedaleko. W końcu doszłyśmy. Wyobraźcie sobie po wsi, gdzie wokół są lasy przejść ponad 7 km pieszo, nocą... Ale było chyba warto dla wspomnień :D Później przez chwilę posiedziałyśmy u tych znajomych i trzeba było wracać... Już takie nieprzytomne szłyśmy, Ala prawie pod samochód wpadła, ale w końcu wróciłyśmy, a jej babcia na zewnątrz stoi i patrzy i się nas pyta gdzie byłyśmy, a my takie w szoku trochę, ale wymyślamy "Poszłyśmy biegać". Chyba połknęła, bo do tej pory nam tej przechadzki nie wypominała. Teraz jak sobie pomyślę, że coś się nam mogło stać... to była głupota, nie róbcie tego w domu! Jednak nie żałuję. Przepraszam was za chaotyczność tego posta, ale oddałam się wspomnieniom i emocjom i tak pisałam bez ładu i składu... No cóż... Miłej, rodzinnej niedzieli! 


PS. Lubicie pomidory z mozzarellą? Bo dla mnie to świetna przekąska! 

7 komentarzy:

  1. Takie wygłupy z przyjaciółmi są najlepsze :D kiedy wspominam moje takie chwile od razu mam banana na twarzy :3 ciekawie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak... mnie, to by zabili za takie coś. No, ale w mieście w bloku to też inaczej to wyglada. U mnie niestety wszystkie "przyjaźnie" się rozpadły, jak tylko do innych szkół poszliśmy (nie na końcu świata, w obrębie miasta, co irytujące), ale co ja poradzę, jak taką miałam wartość dla innych. Przy okazji się pochwalę - wreszcie skończyłam na pliku DZ, poza tym wczoraj siedziałam prawie do jedenastej i malowałam... pewną postać z bloga (zobaczymy, czy zgadniesz, kto to), tak więc pewnie dziś lub jutro wstawię go gdzieś na bloga. Ale nie gadajmy o mnie, nie każdy lubi widzieć ideał w kimś innym . Jak zgłosisz "działo" , to powiedz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się doczekać aż zobaczę ten rysunek/malunek :)

      Usuń
  3. ja nienawidzę pomidorów ! bleh
    www.kiercia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. ah, wygłupy z przyjaciółmi to najlepsza rzecz pod słońcem! :D uwielbiam wspominać chwile, kiedy moja przyjaciółka potrafiła zadzwonić nad ranem i powiedzieć, że mnie potrzebuje. to było cholernie przyjemne uczucie, że jestem komuś potrzebna, ale raczej już te chwile nie wrócą, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. :)
    osobiście nie przepadam za pomidorami, ale mozzarella to najlepsze, co może być, dlatego zawsze na siłę wciskam ją do każdej możliwej sałatki, haha ♥
    także życzę miłej niedzieli i pozdrawiam cieplutko! + obserwuję ♥

    zapraszam: http://dropthegamee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny post :) wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomidory uwielbiam ! :)
    Ja za niedzielami również nie przepadam :P

    Obserwujemy? :)

    Bardzo proszę o poklikanie w linki u mnie w poście,bardzo mi na tym zależy. Jeżeli poklikasz napisz,a ja się odwdzięczę czymkolwiek chcesz :)

    http://martynencjatestuje.blogspot.com/2015/05/favorite-items-collage.html

    OdpowiedzUsuń