czwartek, 28 maja 2015

Wyścig do przerwy

Mam wrażenie, że ostatnio moje życie to jedna wielka gonitwa. Na nic nie ma czasu, a jednak ciągle nic nie robię. Nie potrafię się zmobilizować do działania. Czasu coraz mniej, a lista rzeczy do zrobienia coraz dłuższa. Czas najwyższy spiąć tyłek i zabrać się do roboty. Piszę to i co? Pewnie znów usiądę nad książką lub położę się wcześniej spać zamiast nauczyć się na tą pechową poprawkę z niemieckiego czy też przyłożyć się do chemii. Spróbuję zmienić podejście, ale nie wiem czy wyjdzie... a teraz przejdźmy do tego, po co piszę ten post. Chciałabym wam trochę więcej opowiedzieć o mojej wycieczce. Odkąd wsiadłam do autobusu czułam się przybita. Alan zajął miejsce tuż za mną, moja przyjaciółka nie była tak entuzjastycznie nastawiona do całego wyjazdu jak myślałam, że będzie. Na początku było naprawdę niefajnie, ale w miarę szybko się ogarnęłam. Gdy zaczęliśmy zwiedzać dostałam +50 do humoru. Pani przewodnik okazała się być bardzo sympatyczną osobą, ciekawie opowiadała. Żałuję tylko, że obok niektórych obiektów, które przyciągały mój wzrok przechodziliśmy zbyt szybko bym mogła się przyjrzeć. Na początku zwiedziliśmy Stare Miasto, później udaliśmy się na Stadion Narodowy i na dach Biblioteki Uniwersyteckiej. Chyba tyle. Chociaż moja pamięć może mnie już zawodzić... Przewodnicy sprawili, że wycieczka stała się naprawdę sympatyczna. Zarówno pani Jola, która towarzyszyła nam przez cały dzień jak i pan James, który oprowadzał nas po stadionie wywarli na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wieczorem kolacja i nocleg. Przed 22 wyszliśmy do sklepu, by zaopatrzyć się w coś na noc, a później rozmawialiśmy do późna. Osobiście położyłam się dopiero o 5, a o 7 trzeba było wstać. Teraz tak sobie myślę, że to było niezbyt odpowiedzialne z mojej strony, zważywszy na to, że czekał mnie cały dzień zwiedzania. Jeżeli mam być z wami szczera to nie bardzo pamiętam co robiliśmy w drugi dzień. Po wysileniu mózgownicy udało się pomyśleć o wizycie w sejmie, Parku Łazienkowskim oraz Niewidzialnej Wystawie. To ostatnie wywarło na mnie największe wrażenie. Naprawdę do tej pory mam w głowie pełno myśli na temat tego wszystkiego. Nie będę wam zdradzać na czym dokładnie to wszystko polegało, bo gdybyście się tam wybrali nie bylibyście zaskoczeni, ale powiem wam, że mogłam się przez chwilę poczuć jakbym straciła wzrok. Ciemność. Chcesz czegoś dotknąć, a wokół ciebie spadają różne przedmioty. Wzrok był dla mnie czymś normalnym. Myślałam sobie, że on jest i będzie. Ta wystawa dała mi do myślenia i teraz znacznie bardziej doceniam to, że widzę. Poza tą refleksyjną stroną przewodnik okazał się być naprawdę świetną osobą, łapałam z nim bardzo dobry kontakt. Polecam wam wszystkim odwiedzenie tego miejsca, bo warto. Później był kolejny nocleg. Tutaj położyłam się wcześnie. Co prawda mieliśmy zamiar rozmawiać dłużej, ale jakiś typek z recepcji się irytował światłem i tym, że w pokoju obok hałasują, więc wpadł do części pokoi i upomniał nas w niezbyt subtelny sposób. Szczerze powiedziawszy zdenerwowało mnie to, bo w końcu nie zachowywaliśmy się głośno i nie zakłócaliśmy spokoju. Rozmawialiśmy tylko przyciszonym tonem i jedliśmy słodycze, no ale... Trzeciego dnia odwiedziliśmy cmentarz na Powązkach i byliśmy w Złotych Tarasach. Cmentarz wprowadził mnie w refleksyjny nastrój. Tyle dusz. Część z nich odpłynęła z tego świata dla naszej ojczyzny. Tyle, często młodych ludzi... Gdzieś po drodze było jeszcze Planetarium w Centrum Kopernika oraz Pałac Kultury i Nauki, być może coś jeszcze, ale nie jestem pewna gdzie je umieścić. Być może w tym, co zapisałam wyżej też sporo pokręciłam, ale tak mniej więcej jest. Ogólnie wycieczka była w porządku. Cieszę się z możliwości zobaczenia wielu z tych obiektów... A wy odwiedziliście kiedyś Warszawę? A może mieszkacie tam na stałe? Piszcie swoje wrażenia co do tego miejsca ;)





PS. W Złotych Tarasach kupiłam sobie (moim zdaniem) świetną świeczkę i patyczki zapachowe o naprawdę fajnym zapachu, a po powrocie do domu czekało na mnie cudo w postaci mojego ukochanego koktajlu truskawkowego <3 






PS.2 Dziś byłam na treningu i moja ręka jest cała obdarta. Nienawidzę przeciągania liny haha :) 

7 komentarzy:

  1. Ha, znowu nie miałam powiadamiajki. Osobiście w Wa-wie nie byłam, ale o legendarnej limuzynie już ci mówiłam. Poza tym w Łazienkowskim, idąc za słowami przewodnoczki mojej klasy, to same kandelabry tylko są, Kopernik tobardziej dla dzieci. Z resztą, zawsze twierdziłam, że fizykę to można tylko w Krakowie się uczyć. No nic... na rękę polecam lód z mięty. Parzy jak cholera jeśli mocno zdarłaś, ale pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz mi to, że Cię nie powiadomiłam, ale takie zawirowania u mnie ostatnio... teraz siedzę w na wpół ubranych rajstopach i powinnam ostatni raz przeczytać pytania do quizu i wychodzić, bo zorganizowali jakąś uroczystość i na kilka godzin przed rozpoczęciem poinformowali mnie, że mam brać w tym udział...

      Usuń
    2. U mnie nowy rozdział. I BARDZO ważne oświadczenie ;P

      Usuń
  2. Ładne zdjęcia :* wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio byłam na podobnej wycieczce, opisałam ją na blogu :) Fajne zdjęcia rainbowlife55.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie byłam w Warszawie, ale mam zamiar. Kiedyś na pewno.
    Też lubię koktajl truskawkowy. *_* Truskawkowy jest naaajlepszy.
    Mogę zapytać jaki zapach mają patyczki? Mam w pokoju waniliowe.
    rysanaodbiciu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomarańcza z bazylią, mmm haha :) To wybierz się, bo mimo wszystko warto pojechać, pozwiedzać, a niewidzialną wystawę polecam szczególnie, przeżycia niesamowite.

      Usuń