niedziela, 28 czerwca 2015

Twórzmy wspomnienia!

Mój początek wakacji był bardzo aktywny. Wczoraj cały dzień spędziłam u przyjaciółki. Rano pojechałam do niej rowerem. Na miejscu udałyśmy się na spacer po lesie, powygłupiałyśmy się i jakoś zleciał calutki dzionek. Pod wieczór na spokojnie wróciłam do swojego domciu. Przez cały czas dokumentowałam nasze spotkanie i pokażę wam kilka zdjęć. 


Spacer po lesie zawsze spoko ^^


Yhym, o tak, zdjęcie tyłem na bloga! :) 


A tu to się bałam podejść, ambona w środku lasu, a w pobliżu dziki... 


Takie tropy znalazłyśmy, zresztą te nie były jedynymi...


Ale po co się przejmować zwierzętami? Lepiej spojrzeć na świat z perspektywy żuczka ^^




Lubicie poziomki? Bo ja tak! <3 


A widzieliście jakie moja Dancia robi piękne fryzury? Artystka *.*

Dziś z kolei odwiedziłam teatr. Moja przyjaciółka od pieluszki występowała w spektaklu, a ja dostałam zaproszenie na premierę. Był to musical pt. "Ingonyama, to znaczy lew". Niesamowite. Dopracowane z niezwykłą dbałością o szczegóły. Aktorzy z akademii po wielu próbach wypadli fenomenalnie. Coś takiego z pewnością zapada w pamięci. Efekty dźwiękowe, świetlne, a także scenografia zapierały dech. Nie żałuję, że zdecydowałam się wybrać i chętnie wybrałabym się na kolejny spektakl. Mogę to podsumować tylko jako wow. Połączenie tańca, śpiewania i gry aktorskiej jest dosyć trudne jednak obsada poradziła sobie fantastycznie. 


A wam jak mijają wakacje? Co u was? 

PS.Zupełnie wyleciało mi z głowy. Mam dla was propozycję. Co byście powiedzieli na to, że w komentarzach zadawalibyście mi zadania do wykonania w wakacje, a ja bym je zrobiła i udokumentowała dla was? Dobry pomysł czy raczej słaby? 

piątek, 26 czerwca 2015

Wakacje, znowu są wakacje!

No witam was ponownie, tym razem podczas gdy oficjalnie jestem już na wakacjach. Dzisiejsza msza i akademia szybko mi minęły. Pożegnałam się ze swoją klasą, ze szkołą i z nauką. Moje myślenie zostaje wyłączone na najbliższe dwa miesiące. Ach, wreszcie czuję, że mogę odetchnąć pełną piersią. Byłam dziś troszkę na spacerku, bo słonko po południu wreszcie wyszło zza chmurek i się do mnie uśmiechnęło. Korzystając z ładnej pogody zrobiłam wam też kilka zdjęć. Pokażę je wam, ale mam jeden warunek. Proszę mi tu już nawet nie wspominać o szkole! :) Świadectwo odebrane, rozdział zakończony, tyle w temacie szkoły. Koniec. Wreszcie wolne. Wymarzony czas. Mam tylko nadzieje, że pogoda dopisze ^^





Czaicie, że widziałam dziś krowę i kozy?? Nawet u mnie na wsi to rzadkość! :) 

Wiśnie... Gorsze w smaku od czereśni, ale ta ich końcówka tak sobie wisiała na drzewie i stwierdziłam, że muszę zrobić zdjęcie ;) Lubicie wiśnie, a może czereśnie?

środa, 24 czerwca 2015

Wolność czuję, nanana :)

Wakacje oficjalnie rozpoczynają się w piątek, ale ja już od kilku dni jestem w domu, zostało tylko odebranie świadectwa i żegnaj szkoło. Niewyobrażalnie się z tego cieszę. Potrzebowałam odpoczynku. Od wszystkiego. Już teraz czuję się inaczej, lepiej. Jest mi lżej i mam ochotę śpiewać. Koniec nauki, zadań, a także codziennego obserwowania Alana w towarzystwie innych dziewcząt. Mimowolne spoglądanie na niego mocno mnie obciążało, ale dziś czuję się świetnie. Pół dnia spędziłam opychając się słodyczami przed laptopem, a drugie pół na treningu i rowerze. Postanowiłam, że odsłonię wam rąbek tajemnicy i umożliwię zobaczenie mnie... Więc tak. Panna Nikt przestaje być tak bezosobowa, teraz jest nastoletnią dziewczyną w czerni ^^


PS. Zdradzę wam, że w chwilach, w których mam komuś pokazać moje zdjęcia niezmiernie cieszę się z tego, że biegałam, ćwiczyłam. dzięki temu jakoś wyglądam i nie wstyd pokazać nóżek ;) Pokazuję się wam w stroju do ćwiczeń, więc nie załamujcie się tym, jak się ubrałam, chciałam, żebyście zobaczyli mnie tak, jak jest mi najwygodniej. To by było na tyle, bay :* 

sobota, 20 czerwca 2015

Maybe someday...

Przedwczoraj wieczorem wróciłam z wycieczki. Jeśli ktoś spyta o wrażenia to bez zastanowienia odpowiem, że było świetnie, fantastycznie, podam same pozytywne epitety. Ale jeżeli się nad tym zastanowię i będę miała odpowiedzieć naprawdę szczerze, to mam wrażenie, że w tym wszystkim było coś udawanego. Nie wiem, może udawana ja. Ten entuzjazm był przesadny. Nie mówię, że było źle, bo nie było. Naprawdę dobrze się bawiłam z moimi znajomymi, ale tak z wnętrza mnie, z jakiegoś głębokiego kącika, który łatwo przestać zauważać biła pustka. Nie wiem... Alan tam był. To po części pewnie dlatego. Bo ciągle głupio tęsknię, ale przynajmniej nie robię już sobie nadziei na to, że wszystko może się jeszcze naprawić. Już teraz wiem, że nawet gdyby chciał wrócić nie pozwoliłabym na to, ale ciężko ignorować rok wspólnego spędzania czasu i przejść nad nagłym końcem tego wszystkiego do porządku dziennego. Może kiedyś... Ale wracając do wyjazdu. Pojechaliśmy rowerami, jedliśmy niezdrowe żarcie, tańczyliśmy, śmialiśmy się, mój przyjaciel zerwał z okien firanki, tylko po to, żeby wytrzeć nimi stopę z pasty :) Kręciłyśmy się, huśtałyśmy na huśtawkach jak dzieci, przeskakiwałyśmy bramę, graliśmy w coś typu biegu na orientację, który był bardzo zabawny, biłam się na żarty z przyjaciółką... Bardzo beztrosko. Będę ten wyjazd wspominać bardzo pozytywnie, tego jestem pewna. Poza tym przeczytałam ostatnio świetne książki, a mianowicie "Maybe Someday" Colleen Hoover oraz "Tajemnicę" Michelle Hodkin. Obie wywarły na mnie ogromne wrażenie. Polecam je do przeczytania naprawdę każdemu. Na zachętę może piosenka z jednej z tych książek.




środa, 17 czerwca 2015

Komers, wyjazd i ostatnia prosta do wakacji

No hej. Dawno nie pisałam. Musicie mi wybaczyć rzadsze publikowanie postów, ale po pierwsze za wiele się u mnie nie dzieje, a po drugie przyszło słońce, zrobiło się ciepło i większość czasu spędzam poza domem. Teraz tak... opowiem wam tak w skrócie co się u mnie działo. W sobotę był egzamin z kung-fu i...tam tara ram zdałam! Ćwiczyliśmy ponad dwie godziny w niezwykłym upale i zastanawiałam się czy aby na pewno dam radę, ale się udało. Później odwiedziłam moją przyjaciółkę, z którą nie mam możliwości zbyt często się widywać, bo masę czasu spędza teraz w Warszawie. We wtorek, czyli wczoraj znów coś się działo. Był u nas komers. Zabawę oceniam na 7/10. Był DJ, muzyka całkiem całkiem, towarzystwo też fajne. Także nic tylko się bawić. No i wreszcie dziś, w środę wybieram się na ostatnią klasową wycieczkę. Jedziemy do Zespołu Pałacowo-Parkowego i spędzimy tam noc. Jestem pewna, że będziemy się dobrze bawić, bo z moją klasą nie może być inaczej. Ostatnio z przyjacielem, z którym znamy się od dzieciństwa rozmyślaliśmy o tym, że lepsza klasa trafić nam się nie mogła. Będę tęsknić za tymi idiotami w czasie wakacji i jak później pójdziemy do innych szkół. Chyba wolę o tym nie myśleć. Nie mam zdjęć, które mogłabym wrzucić, więc łapcie tylko niedojrzałe orzeszki, które kojarzą mi się od zawsze z wakacjami. No a skoro już jestem przy wakacjach to macie jakieś ciekawe plany? Ja wybieram się na Mazury i do Rewalu.





(na tym zdjęciu chciałam uchwycić rybę wyskakującą ponad wodę, ale niestety się spóźniłam, więc łapcie po prostu taflę mojego stawu ;) )

środa, 10 czerwca 2015

Pozytywnie pozytywni

Ja wiem, ja wiem... nie było mnie znów przez jakiś czas, ale ostatnio wypadł mi wyjazd. Nie będę wam tutaj zdawać z niego relacji, ale wybaczcie mi tą nieobecność. Może uda mi się jakoś wam to wynagrodzić. Dziś nie chcę zbyt wiele gadania. Kto by chciał jakiegoś pustego przynudzania. Dziś powiem wam, że wzięłam "dziesięć płytkich oddechów" i czuję się szczęśliwa. Dziś spotkałam się z przyjaciółmi, wyszłam na spacer z psiakami, wypiłam koktajl truskawkowy i uśmiechałam się.








No tak... zabrałam ze sobą na spacer aparat i w sumie się cieszę, bo mogę wam pokazać odrobinę mojej najbliższej okolicy. Uroki mieszkania na wsi... Następnym razem postaram się wam wrzucić zdjęcie Arisa, niestety dziś wszystkie jego ujęcia są do niczego, bo był strasznie ruchliwy... Także ten... witam w moim świecie ;) Podoba się? Czy raczej kiepsko? A jak wam mija czas?

PS.Czy tylko ja mam słabość do maków? Wyobraźcie sobie całe pole czerwone od tych urokliwych kwiatów... jeżeli będzie mi się chciało ruszyć swój zacny tyłek to przejdę się kawałek i zrobię wam takie zdjęcie. Może ;)


niedziela, 7 czerwca 2015

Przewodnik autorstwa Kuroneko

Krótki przewodnik Kuroneko po trudnej, żmudnej i morderczej pracy, jaką jest nauka - traktat dla masochistów bezobjawowych

A więc siedzisz, Mierna Istotko, i nie wiesz, czy uciekać, udawać martwego, czy liczyć na to, że czapka bejsbolówka stanie się czapką niewidką na najbliższym sprawdzianie, tak? No cóż, bogowie na niebiosach właśnie w tej chwili siedzą i się z ciebie śmieją, a Zeus przyjmuje zakłady, kiedy wreszcie stwierdzisz, że i tak dostaniesz kolejną pałę, więc lepiej pograć w CS’a. Spójrzmy prawdzie w oczy - kto normalny jest w stanie to ogarnąć?
Normalny? Nikt. Ale ty nie jesteś normalny, ty jesteś ambitny, z marzeniami o pasku i przede wszystkim, nie cierpisz, jak po raz setny Afrodyta zgarnia za darmo pieniądze, bo dobrze obstawiła, że już masz tego wszystkiego dosyć. Chcesz dokopać Afrodycie i zdobyć tą wymarzoną ocenę? Więc przeczytaj ten krótki poradnik i zastosuj, a już nigdy więcej Olimp nie będzie się z ciebie śmiać. No i będziesz mieć dobrą ocenę bez podkrążonych przez niewyspanie oczu w gratisie.
No dobra, ale po kolei.
Zastanówmy się, do czego tak na prawdę trzeba się uczyć: języki: słówka, gramatyka, czytanki, wymowa. Przedmioty ścisłe: definicje, wzory, zadania oparte na dwóch powyższych. Przedmioty humanistyczne: definicje, literatura, epoki, lektury. Nie wspominam o w-f’ie, to trochę inna bajka. No nic, jedziemy po kolei:

1.Słówka - sprawa wydawało by się dość prosta. Takie kochane wyrażonko uczy się szybko i łatwo. Dopóki nie ma 100 kolegów obok siebie, a termin goni. Zastanówmy się więc, czy gdyby ich nie było 101, a przykładowo 10, to byłoby równie skomplikowanie? Sądzę, że nie.
Metoda I
A więc ołówki w dłoń, robimy Pierwsze Czytanie. Nie znasz - czytasz dalej. Znasz - zamalowywujemy, żeby dziadostwo jedne nie przeszkadzało, i tak dasz sobie w nim radę na przyszłość, a tylko robi sztuczny tłum. I tak do końca. Już tego mniej, prawda? To teraz robimy kreski rozdzielnikowe między wyrazami. Co 10, co 15, jak tam chcesz. Zrobione? To teraz druga sprawa - uczysz się już tego języka trochę, prawda? Więc istnieją jakieś słowa, które już znasz. I mamy przygotowane pole bitwy. Teraz walczymy na śmierć i życie do ostatniego słówka.Bierzemy pierwszą “przegródkę”, spisujemy w formie tabelki i czytamy ze 2 razy. Chwila na uzupełnienie płynów i czytanko. Chwila na zrzucenia psa z kanapy, czytanko. I tak dopóki nie naumiemy się całej listy, przechodzimy do następnej części. Przerwy dość krótkie od minuty do 5 minut. Przed spaniem czytamy sobie wszystko jeszcze ze dwa razy, rano pytanko na śniadanko (mama, brat, czy kto tam, niech ma oryginał słówek bez powykreślanych umianych, itp., żeby nie być stronniczym) i ocenka w kieszeni.
Metoda II
Metoda bardziej intensywna, ale chyba trochę szybsza. Na początku Pierwsze Czytanie z wykreślanką w tle, tu nic się nie zmienia. Teraz bierzemy karteczki, na których mieści się tak z 15 słówek. Piszemy je, sprawdzamy fb, czytamy naszą listę, robimy kolejną z następnych słówek, idziemy zaparzyć herbatkę, czytamy dwie zrobione listy, robimy trzecią i tak do wyczerpania zapasów słówek przewidzianych. Teraz już tylko czytamy wszystkie listy, jak którąś naumiemy się do końca, to odkładamy. Przerwy długie, od 5 do 10 minut (więc można odcinek serialu “na pół” oglądać). Przed spankiem lektura całości ze dwa razu, rano pytanko na śniadanko. I wszystkie piątki na dzielni nasze.
Wskazówki końcowe:
Materiał poleca się, a nawet należy podzielić sobie na mniejsze kawałki, bo o ile 200 słówek straszy, o tyle 20 karteczek po 10 już mniej. Zwłaszcza, jak W przeciągu godziny odłożymy już 7 karteczek, a wiec co najmniej 70 słówek znamy ;P. Zawsze warto zrobić sobie dłuższą przerwę przed nocą, nawet jeśli nie znamy wszystkiego do końca i dopiero tuż przed spaniem przeczytać całość. Dlaczego? Przez noc wszystko nam się poukłada w głowie i ze zdziwieniem odpowiadamy rano na pytanie o słówko, które za Chiny Ludowe nie chciało się wczoraj zapamiętać. Jeśli słówek jest naprawdę dużo, możemy sobie je podzielić na dwie tury, zawsze tego mniej na raz jest. Jeśli jakiś trudny wyraz budzi w nas skojarzenia (nie ważne, że jest to ser, a słowo znaczy parafrazować), czemu by sobie nie namalować przy nim tego sera. Jeżeli jesteśmy pewni, że pamiętamy już dane słowo na sto procent, można je wykreślić z listy jeszcze w trakcie nauki. Byleby tylko nie zapomnieć go w trakcie. Osobiście twierdzę, że nawet, jeśli uczymy się słów kilka dni przed przewidzianą kartkówką, trzeba przejść całą procedurę nauki dzień przed i w ranek pisania, zwłaszcza, jeśli są to słówka z zagadnienia “religie świata” i głębokiego przeczucia, że są to wyrazy bardzo ważne w życiu codziennym brak.

2.Gramatyka - o tym, jak upierdliwa może okazać się gramatyka wie każdy, kto po raz setny czyta bez zrozumienia 14 podpunktów, kiedy używamy Future Perfect Continuous. Nawet geniusz by miał tego dość, a co dopiero my. No, ale przecież tu chodzi o uzupełnianie transformacji, a nie wyklepanie regułki na pamieć. A przynajmniej w tym ci mogę pomóc. Jak się zabieramy do roboty?
A)muzyka - zwłaszcza na angielski. Kto nie słucha angielskich piosenek? No właśnie, więc to wykorzystajmy. W końcu, skoro mówią po angielsku, to używają gramatyki angielskiej. Niby logiczne. Więc wykorzystajmy to. Tryb warunkowy sobie przypomnimy na podstawie “If I were a rich man” i tak dalej. Nie chodzi o to, żeby ryć na pamięć teksty, tylko o to, że jak już podświadomie nam Lady Gaga śpiewa w głowie, to ją wykorzystajmy, przyklejając łatkę danej działki gramatyki do i tak znanych już słów.
B)Arbeit mach meister - tak, wiem, z czym wam się skojarzyło. A chodzi tylko o to, że praca czyni mistrza. Tak więc zamiast ryć na pamięć wkurzające regułki, bierzemy zestaw ćwiczeń i je robimy. Pierwsze powiedzmy 50 można z notatkami, potem już tylko z głowy i sprawdzamy błędy. I tak do znudzenia, czyli do wypracowania sobie takiej intuicji w temacie, że każde kolejne zdanie z automaty nam pcha poprawną wersję. Może i te 100 przykładów na to samo to dużo, ale przecież gramatyki z dnia na dzień się nie uczymy, a jeśli idzie nam łatwo, to szybko je uzupełnimy. Tutaj nie ma reguły, co ile przerwa. Robimy, dopóki jesteśmy w stanie “normalnie myśleć”, nie zastanawiamy się, co na obiad, kiedy wreszcie wypisze się długopis, itp. Jeśli zaczynamy mieć dość tej cholernej inwersji, to robimy przerwę, bo mamy się uczyć, a nie wpieprzać na to, że trzeba kuć. A co z tymi regułkami? Jak już “zaczaimy bazę”, to i bez rycia ich na pamięć mniej więcej wystukamy, o co w nich chodziło z doświadczenia.
C)Gramatyka wiecznie żywa - to chyba najtrudniejsza metoda do wprowadzenia, ale połączona z innymi pozwala utrzymać stały poziom. Po prostu znajdujemy sobie kolegę w kraju, gdzie się używa języka i rozmawiamy. Jeśli wiemy, że trzeba sobie przypomnieć Past Partizip Zwei, to otwarta prośba, żeby pokierować rozmowę tak, że on wyjdzie nie jest wstydem. A jeszcze “stały klient języka” podpowie,jak unikać błędów z własnego doświadczenia. W rozmowie gramatyka jest płynna, bez sztucznego wymuszenia i podlega rzeczywistym mutacjom. Wiem, że są takie stare pryki, które tego nie uznają, bo od 50 lat uczą w ten sam sposób i jest dobrze, ale jeśli tylko macie fajnego nauczyciela, to uzna nawet może i błędną oficjalnie odpowiedź, jeśli jest ona faktycznie używana w życiu codziennym. Przynajmniej ja tak miałam, ale jestem raczej osobą kłótliwą, jeśli wiem, że mam rację.
Wskazówki: Nic na siłę. W przyswajaniu gramatyki niestety nie ma idealnego środka, bo musimy nauczyć się czegoś innego, a wykorzystywać co inne. Dlatego najlepiej jest nie uczyć się gramatyki samej w sobie, a jest praktycznych zastosować, choćby i sztucznie spreparowanych przez podręczniki. Co do zadań samych w sobie, to możemy <naleźć listę 50 takich samych gramatycznie zdań, a może to być misz masz, gdzie sami musimy wiedzieć, którą z przyswajanych sobie form musimy użyć. Każda ma swoje wady i zalety, dlatego warto je używać naprzemiennie. Zadania te mają też to do siebie, że często można uzupełniać po dwa, trzy zdania na raz, więc w autobusie, czy na przerwie też mamy teoretyczny czas na naukę.

3.Czytanki - kto z nas nie zna tych irytujących pytań o to, co było w jakimś tekście na początku działu...Z góry mówię, że nauczenie się graniczy z cudem, liczę tu bardziej na waszą inteligencję. No nic... Po pierwsze, trzeba znać te teksty na bieżąco, czyli po prostu je mieć przeczytane ze 2 razy, jak jesteśmy przy nim. I tyle w kwestii nauki. Jeśli mamy jakiś ogląd w temacie, to coś tam wydukamy nawet i bez znajomości tego konkretnego tekstu, bo przecież ochrona środowiska jest taka sama wszędzie. Bardzo pomagają obrazki, dlatego warto spróbować zerknąć nauczycielowi do książki, Żeby zobaczyć, co tam przy tekście namalowali. Reszta sprowadza się już tylko do słówek potrzebnych do operowania faktami, a to już było wcześniej.


4.Wymowa - podobnie jak czytanki, metody nauki brak. Wszystko wraca do pierwowzoru, czyli muzyki, czy słuchowisk w danym języku. Szczerze polecam słuchania czego popadnie na początku nauki. Może i nie wiemy, o czym do nas człowiek rozmawia, ale brzmienie i tak wchodzi nam do głowy, więc potem ze zdziwieniem zauważamy, że jako jedyni jesteśmy w stanie płynnie przeczytać czy powiedzieć coś widzianego pierwszy raz. To tylko kwestia wyrabianej z uporem maniaka intuicji.

__________________________________________________________
No hej! Wyżej macie naprawdę świetne rady od Kuroneko. Ta dziewczyna jest wspaniała! Także ten... wbijajcie do niej tłumnie http://kotnasluzbie.blogspot.com/
Mamy nadzieję na dodanie kolejnej części tego poradnika już wkrótce, bo Kuro jest tak niezwykle pomocna i łaskawa dla nas, że zgodziła się tym wszystkim podzielić z nami. Pamiętajcie, post autorstwa Kuroneko AmbitneNazwisko, wszystkie prawa zastrzeżone ;)

Wakacje tuż za rogiem, wreszcie :)

Ostatnio było trochę przygnębiająco, ale wracam do życia. Dziś niedziela. Rano jak co tydzień byłam w kościele, a teraz leżę na słońcu i rozkoszuję się piękną pogodą. Tak długo siedziałam w domu, że nawet nie zauważyłam kiedy klematis wypuścił kwiaty i zrobiło się tak pięknie. Po południu zamierzam udać się z moim owczarkiem niemieckim na spacer. Uwielbiam mojego staruszka. To razem z moją kochaną sunią najwspanialszy pies na świecie. Niestety, w tym roku skończy już 12 lat, ostatnio choruję i obawiam się, że mogę go stracić. Dlatego staram się spędzać z nim jak najwięcej czasu. Wiecie jakie to cudowne uczucie kiedy pies, który nie chce jeść na wasz widok podchodzi do miski? Byłam u niego przed chwilą i aż żal mi było odchodzić tak się ucieszył na mój widok. Myślał, że wezmę go na spacer, ale teraz jest dla niego za gorąco, zrobię to popołudniu. A teraz wróćmy do mojego posta. Jest pięknie. W całym moim ogródku pachnie piwoniami, a ja się kąpię w słońcu. Choć pewnie gdy tylko skończę ten post wrócę do domu, bo laptop zaczyna mnie parzyć. A wy lubicie lato? Ciepło, słońce opalanie? Długie dnie, spotkania z przyjaciółmi na lodach i tego typu sprawy?




PS.Byłam w piątek na zakupach i tak się zastanawiam czy nie chcielibyście zobaczyć co kupiłam? Co byście powiedzieli na taki mały Haul zakupowy? 

czwartek, 4 czerwca 2015

Wewnętrzna masochistka ożywa

Czasami są takie dni, w których wszystko jest fantastycznie, a później nagle BUM i się sypie. Jedno wydarzenie rozpoczyna lawinę kolejnych. Dziś się coś takiego u mnie stało, nie będę was wtajemniczać, bo to bardzo prywatne. No i nagle zaczęłam się zastanawiać czy rzeczywiście wszyscy ludzie wokół mnie są tak bardzo zakłamani. W oczy przyjaciele, a za plecami skurwiele. Dziś było mi smutno. Smutek często ożywia we mnie wewnętrzną masochistkę. Rozpoczyna się wtedy prawdziwy obłęd. Głowę wypełnia kłębisko myśli, łzy zbierają się pod powiekami, a mnie otacza cisza. Nie odzywam się, nie skarżę, nie pozwalam krwi duszy zmoczyć mojej twarzy. Dziś rozmyślania uciekły w stronę przyjaźni i tego, jak ludzie są fałszywi. Już nie wiem, komu mogę ufać. Myślałam, że ten etap mam już za sobą. Jakiś czas temu drastycznie zmniejszyłam grono osób, które do siebie dopuszczałam i myślałam, że zostali tylko ci prawdziwi, a tymczasem ciągle odkrywam kolejne kłamstwa, następne obelgi za plecami. Żeby sobie dołożyć wspominam wszystko, co związane z Alanem. Sprawdziłam jego konta na facebooku, asku... I to boli. Ale chcę zapomnieć o bólu i przywołać uśmiech. Życie jest za krótkie na takie żałosne smutki. Dlatego piszę do was. Traktuję was jak przyjaciół, jako kogoś, kto mnie wysłucha, ale nie będzie oceniał. Jest mi dzięki temu lepiej. Pomagacie mi się odbić i jestem wam za to tak bardzo wdzięczna... Zamierzałam napisać coś optymistycznego, powstawiać zdjęcia. Ten post miał być o kwitnących piwoniach, wyszło inaczej. Do następnego razu postaram się ogarnąć. Przepraszam, że nie zebrałam się w sobie i nie napisałam o wyjeździe na rowery, nowej znajomości czy procesji, ale czułam, że muszę się wygadać. Nie miejcie mi tego za złe. Następnym razem naprawdę się poprawię, będą zdjęcia, których narobiłam ostatnio trochę. Tak więc...do napisania?


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Internety, internety

Witam! Ostatnio mnie nie było... ale to z przyczyn niezależnych ode mnie! Wczoraj chciałam do was napisać, ale zabrano mnie na "obiad", który się mocno przeciągną. Zdradzę wam, że jestem z woj. podkarpackiego. Wczoraj była niedziela, więc moja kochana rodzinka postanowiła pojechać do Arłamowa na obiad, a że mamy blisko pomysł wydawał się naprawdę fajny. No i pojechaliśmy. Jak z domu koło 10 tak wróciłam w nocy. Restauracja była czynna od 13, więc najpierw czekaliśmy w kawiarni i oczywiście lody, kawa mrożona (kawa...mmm... lubię kawę, ale z mlekiem lub śmietanką i jakimś sosem czy czymś innym do smaku ^^)... Kiedy wreszcie zebraliśmy się do tej restauracji to trochę nam się tam zeszło. Jadłam tagliatelle z mulami i krewetkami. Nie przepadam za owocami morza, ale to mój ulubiony makaron, więc się skusiłam. Muszę przyznać, że się zawiodłam. Za takie ceny, jakie są w tym hotelu spodziewałabym się czegoś lepszego. Niestety. Makaron był mdły, wokół za dużo czosnku, za dużo oliwy. Powiem szczerze, że w innych restauracjach jadłam to danie taniej i w lepszej wersji... No ale cóż. Później chwilę poprzyglądaliśmy się koniom. Chciałam zapisać się na lekcję, ale nie było wolnych miejsc. Przykro, bo naprawdę chciałabym pojeździć. Później ścianka wspinaczkowa. Tutaj duży plus dla hotelu. Świetna. Dobrze się bawiłam, niewiele mi brakło do ukończenia ścianki, ale mam za słabe ręce i pod koniec wysiadłam. Następnie było trochę spacerów, kręgle i do domu. Ogólnie piękny kompleks, świetne umiejscowienie i fajne widoki. Zimą stoku osobiście nie polecam, ale tylko dlatego, że jestem bardziej zaawansowaną narciarką niż Ci, którym ten stok by odpowiadał. Dla mnie zbyt łagodny. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do jeszcze jednej restauracji i też się chwilę zeszło. Jak wróciłam powtórzyłam szybko materiał do sprawdzianu (zawaliłam, wiem to...) no i padłam. Dlatego wybaczcie tą ciszę z mojej strony, ale byłam wypompowana. Dziś szkoła, sprawdzian, kartkówki i inne gówna. Zapowiedzi poprawiania i to wieczne przesuwanie terminów. Mam ostatecznie czas do jutra na poprawę niemieckiego (niby język dodatkowy, ale co z tego? najlepiej nas tak przycisnąć, żebyśmy z utęsknieniem czekali wakacji), a czasu na naukę brak. Gdy wróciłam ze szkoły i zjadłam obiad musiałam się zacząć zbierać na trening. Jestem mega zadowolona. Uwielbiam to, a do tego dostałam dziś pochwałę od Kamila (Senpai/Sempai, nigdy nie wiem jak się pisze...). Egzamin zbliża się wielkimi krokami, za tydzień w sobotę dam wam znać czy się udało ;) Za chwilę przyjedzie ciocia i gdzieś mnie zabierze więc jak mówię, czasu na naukę nie ma. Może zrezygnuję z wyjazdu i się pouczę, ale dawno się nie widziałyśmy i jednak chciałabym pojechać. Zobaczę. Dosyć tego przynudzania. Buźka :* 

PS. Mam dla was zdjęcia, ale jeszcze nie wrzuciłam ich na komputer, postaram się dodać jak najszybciej a teraz łapcie jakieś starocie.


(nie ma to jak robić przez okno zdjęcia z fleszem :p)




(jakie mam piękne chaszcze koło domu haha :D )