poniedziałek, 1 czerwca 2015

Internety, internety

Witam! Ostatnio mnie nie było... ale to z przyczyn niezależnych ode mnie! Wczoraj chciałam do was napisać, ale zabrano mnie na "obiad", który się mocno przeciągną. Zdradzę wam, że jestem z woj. podkarpackiego. Wczoraj była niedziela, więc moja kochana rodzinka postanowiła pojechać do Arłamowa na obiad, a że mamy blisko pomysł wydawał się naprawdę fajny. No i pojechaliśmy. Jak z domu koło 10 tak wróciłam w nocy. Restauracja była czynna od 13, więc najpierw czekaliśmy w kawiarni i oczywiście lody, kawa mrożona (kawa...mmm... lubię kawę, ale z mlekiem lub śmietanką i jakimś sosem czy czymś innym do smaku ^^)... Kiedy wreszcie zebraliśmy się do tej restauracji to trochę nam się tam zeszło. Jadłam tagliatelle z mulami i krewetkami. Nie przepadam za owocami morza, ale to mój ulubiony makaron, więc się skusiłam. Muszę przyznać, że się zawiodłam. Za takie ceny, jakie są w tym hotelu spodziewałabym się czegoś lepszego. Niestety. Makaron był mdły, wokół za dużo czosnku, za dużo oliwy. Powiem szczerze, że w innych restauracjach jadłam to danie taniej i w lepszej wersji... No ale cóż. Później chwilę poprzyglądaliśmy się koniom. Chciałam zapisać się na lekcję, ale nie było wolnych miejsc. Przykro, bo naprawdę chciałabym pojeździć. Później ścianka wspinaczkowa. Tutaj duży plus dla hotelu. Świetna. Dobrze się bawiłam, niewiele mi brakło do ukończenia ścianki, ale mam za słabe ręce i pod koniec wysiadłam. Następnie było trochę spacerów, kręgle i do domu. Ogólnie piękny kompleks, świetne umiejscowienie i fajne widoki. Zimą stoku osobiście nie polecam, ale tylko dlatego, że jestem bardziej zaawansowaną narciarką niż Ci, którym ten stok by odpowiadał. Dla mnie zbyt łagodny. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do jeszcze jednej restauracji i też się chwilę zeszło. Jak wróciłam powtórzyłam szybko materiał do sprawdzianu (zawaliłam, wiem to...) no i padłam. Dlatego wybaczcie tą ciszę z mojej strony, ale byłam wypompowana. Dziś szkoła, sprawdzian, kartkówki i inne gówna. Zapowiedzi poprawiania i to wieczne przesuwanie terminów. Mam ostatecznie czas do jutra na poprawę niemieckiego (niby język dodatkowy, ale co z tego? najlepiej nas tak przycisnąć, żebyśmy z utęsknieniem czekali wakacji), a czasu na naukę brak. Gdy wróciłam ze szkoły i zjadłam obiad musiałam się zacząć zbierać na trening. Jestem mega zadowolona. Uwielbiam to, a do tego dostałam dziś pochwałę od Kamila (Senpai/Sempai, nigdy nie wiem jak się pisze...). Egzamin zbliża się wielkimi krokami, za tydzień w sobotę dam wam znać czy się udało ;) Za chwilę przyjedzie ciocia i gdzieś mnie zabierze więc jak mówię, czasu na naukę nie ma. Może zrezygnuję z wyjazdu i się pouczę, ale dawno się nie widziałyśmy i jednak chciałabym pojechać. Zobaczę. Dosyć tego przynudzania. Buźka :* 

PS. Mam dla was zdjęcia, ale jeszcze nie wrzuciłam ich na komputer, postaram się dodać jak najszybciej a teraz łapcie jakieś starocie.


(nie ma to jak robić przez okno zdjęcia z fleszem :p)




(jakie mam piękne chaszcze koło domu haha :D ) 


6 komentarzy:

  1. SeNpai. N jest jedyną samodzielną spółgłoską wjapońskim. Łatwe do zapamiętania jak zasz hiraganę, bo pisze się to jak "normalne" n z bazgrolusem niepospolitusem. No, już się bałam, że cię ufo porwało... a trochę kosmitów ostatnio obok mnie się kręci w związku z idpowiedziami Liebstera ;p No, ale co tam o mnie jak tu takie bogate towarzystwo mamy. Można wiedzieć, gdzie jeździsz? Ja tylko po parku, ale mi bliżej do Kasiny jak Zakopanego. Od razu mówię, że dziś mi się już nie chce na "łubuduba" wchodzić, ale jutro z rana wstawiam meeega długi post. A czemu tak, to zobaczysz, taki mały "supraaaaśl!"będzie. Co do mojej facjaty, to kto zabroni mi trochę się sfotoszopować, może ci kiedyś przyślę prawdziwą fotę, zazdrosna nie będziesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie jeżdżę w sensie na nartach? (jeśli nie to ten.. powinnaś już znać poziom mojej inteligencji ;) ) Jeśli chodzi o narty to różnie. Jaworzyna Krynicka, Wisła, Ustroń, do Zakopanego też się zdarza pojechać choć trochę drogi jest... jeżdżę od dziecka, pamiętam jak mnie tata uczył jeździć "na szaliku", to były czasy ^^ No cóż, więcej się rozpisywać nie będę, jeśli źle to zrozumiałam to powiedz, a się poprawię :) Czekam na ten post niecierpliwie i z przykrością stwierdzam, że dane mi go będzie zobaczyć dopiero po wieczór, no ale cóż, takie życie :)

      Usuń
    2. Misiu, żyjesz? Bo coś zaniemogłaś ostatnio, niestety. Pomachaj ręką, jak jeszcze oddychasz. Jak nie, to pomachaj nogą, będę wiedzieć, co i jak ;P A tak poza tym, to znowu ci zawalę brak czasu, u mnie NN

      Usuń
  2. fantastyczne zdjęcia :)

    zapraszam http://czillen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja uwielbiam owoce morza :). Pod moim ostatnim postem zasugerowałaś temat kolejnego i właśnie go napisałam :). Zapraszam! http://rainbowlife55.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia na egzaminie :) No jak tyle atrakcji, to rzeczywiście nie ma czasu na nic poza nimi. Priorytety, priorytety.
    Opowiastki Prawdziwe (klik)

    OdpowiedzUsuń