niedziela, 7 czerwca 2015

Przewodnik autorstwa Kuroneko

Krótki przewodnik Kuroneko po trudnej, żmudnej i morderczej pracy, jaką jest nauka - traktat dla masochistów bezobjawowych

A więc siedzisz, Mierna Istotko, i nie wiesz, czy uciekać, udawać martwego, czy liczyć na to, że czapka bejsbolówka stanie się czapką niewidką na najbliższym sprawdzianie, tak? No cóż, bogowie na niebiosach właśnie w tej chwili siedzą i się z ciebie śmieją, a Zeus przyjmuje zakłady, kiedy wreszcie stwierdzisz, że i tak dostaniesz kolejną pałę, więc lepiej pograć w CS’a. Spójrzmy prawdzie w oczy - kto normalny jest w stanie to ogarnąć?
Normalny? Nikt. Ale ty nie jesteś normalny, ty jesteś ambitny, z marzeniami o pasku i przede wszystkim, nie cierpisz, jak po raz setny Afrodyta zgarnia za darmo pieniądze, bo dobrze obstawiła, że już masz tego wszystkiego dosyć. Chcesz dokopać Afrodycie i zdobyć tą wymarzoną ocenę? Więc przeczytaj ten krótki poradnik i zastosuj, a już nigdy więcej Olimp nie będzie się z ciebie śmiać. No i będziesz mieć dobrą ocenę bez podkrążonych przez niewyspanie oczu w gratisie.
No dobra, ale po kolei.
Zastanówmy się, do czego tak na prawdę trzeba się uczyć: języki: słówka, gramatyka, czytanki, wymowa. Przedmioty ścisłe: definicje, wzory, zadania oparte na dwóch powyższych. Przedmioty humanistyczne: definicje, literatura, epoki, lektury. Nie wspominam o w-f’ie, to trochę inna bajka. No nic, jedziemy po kolei:

1.Słówka - sprawa wydawało by się dość prosta. Takie kochane wyrażonko uczy się szybko i łatwo. Dopóki nie ma 100 kolegów obok siebie, a termin goni. Zastanówmy się więc, czy gdyby ich nie było 101, a przykładowo 10, to byłoby równie skomplikowanie? Sądzę, że nie.
Metoda I
A więc ołówki w dłoń, robimy Pierwsze Czytanie. Nie znasz - czytasz dalej. Znasz - zamalowywujemy, żeby dziadostwo jedne nie przeszkadzało, i tak dasz sobie w nim radę na przyszłość, a tylko robi sztuczny tłum. I tak do końca. Już tego mniej, prawda? To teraz robimy kreski rozdzielnikowe między wyrazami. Co 10, co 15, jak tam chcesz. Zrobione? To teraz druga sprawa - uczysz się już tego języka trochę, prawda? Więc istnieją jakieś słowa, które już znasz. I mamy przygotowane pole bitwy. Teraz walczymy na śmierć i życie do ostatniego słówka.Bierzemy pierwszą “przegródkę”, spisujemy w formie tabelki i czytamy ze 2 razy. Chwila na uzupełnienie płynów i czytanko. Chwila na zrzucenia psa z kanapy, czytanko. I tak dopóki nie naumiemy się całej listy, przechodzimy do następnej części. Przerwy dość krótkie od minuty do 5 minut. Przed spaniem czytamy sobie wszystko jeszcze ze dwa razy, rano pytanko na śniadanko (mama, brat, czy kto tam, niech ma oryginał słówek bez powykreślanych umianych, itp., żeby nie być stronniczym) i ocenka w kieszeni.
Metoda II
Metoda bardziej intensywna, ale chyba trochę szybsza. Na początku Pierwsze Czytanie z wykreślanką w tle, tu nic się nie zmienia. Teraz bierzemy karteczki, na których mieści się tak z 15 słówek. Piszemy je, sprawdzamy fb, czytamy naszą listę, robimy kolejną z następnych słówek, idziemy zaparzyć herbatkę, czytamy dwie zrobione listy, robimy trzecią i tak do wyczerpania zapasów słówek przewidzianych. Teraz już tylko czytamy wszystkie listy, jak którąś naumiemy się do końca, to odkładamy. Przerwy długie, od 5 do 10 minut (więc można odcinek serialu “na pół” oglądać). Przed spankiem lektura całości ze dwa razu, rano pytanko na śniadanko. I wszystkie piątki na dzielni nasze.
Wskazówki końcowe:
Materiał poleca się, a nawet należy podzielić sobie na mniejsze kawałki, bo o ile 200 słówek straszy, o tyle 20 karteczek po 10 już mniej. Zwłaszcza, jak W przeciągu godziny odłożymy już 7 karteczek, a wiec co najmniej 70 słówek znamy ;P. Zawsze warto zrobić sobie dłuższą przerwę przed nocą, nawet jeśli nie znamy wszystkiego do końca i dopiero tuż przed spaniem przeczytać całość. Dlaczego? Przez noc wszystko nam się poukłada w głowie i ze zdziwieniem odpowiadamy rano na pytanie o słówko, które za Chiny Ludowe nie chciało się wczoraj zapamiętać. Jeśli słówek jest naprawdę dużo, możemy sobie je podzielić na dwie tury, zawsze tego mniej na raz jest. Jeśli jakiś trudny wyraz budzi w nas skojarzenia (nie ważne, że jest to ser, a słowo znaczy parafrazować), czemu by sobie nie namalować przy nim tego sera. Jeżeli jesteśmy pewni, że pamiętamy już dane słowo na sto procent, można je wykreślić z listy jeszcze w trakcie nauki. Byleby tylko nie zapomnieć go w trakcie. Osobiście twierdzę, że nawet, jeśli uczymy się słów kilka dni przed przewidzianą kartkówką, trzeba przejść całą procedurę nauki dzień przed i w ranek pisania, zwłaszcza, jeśli są to słówka z zagadnienia “religie świata” i głębokiego przeczucia, że są to wyrazy bardzo ważne w życiu codziennym brak.

2.Gramatyka - o tym, jak upierdliwa może okazać się gramatyka wie każdy, kto po raz setny czyta bez zrozumienia 14 podpunktów, kiedy używamy Future Perfect Continuous. Nawet geniusz by miał tego dość, a co dopiero my. No, ale przecież tu chodzi o uzupełnianie transformacji, a nie wyklepanie regułki na pamieć. A przynajmniej w tym ci mogę pomóc. Jak się zabieramy do roboty?
A)muzyka - zwłaszcza na angielski. Kto nie słucha angielskich piosenek? No właśnie, więc to wykorzystajmy. W końcu, skoro mówią po angielsku, to używają gramatyki angielskiej. Niby logiczne. Więc wykorzystajmy to. Tryb warunkowy sobie przypomnimy na podstawie “If I were a rich man” i tak dalej. Nie chodzi o to, żeby ryć na pamięć teksty, tylko o to, że jak już podświadomie nam Lady Gaga śpiewa w głowie, to ją wykorzystajmy, przyklejając łatkę danej działki gramatyki do i tak znanych już słów.
B)Arbeit mach meister - tak, wiem, z czym wam się skojarzyło. A chodzi tylko o to, że praca czyni mistrza. Tak więc zamiast ryć na pamięć wkurzające regułki, bierzemy zestaw ćwiczeń i je robimy. Pierwsze powiedzmy 50 można z notatkami, potem już tylko z głowy i sprawdzamy błędy. I tak do znudzenia, czyli do wypracowania sobie takiej intuicji w temacie, że każde kolejne zdanie z automaty nam pcha poprawną wersję. Może i te 100 przykładów na to samo to dużo, ale przecież gramatyki z dnia na dzień się nie uczymy, a jeśli idzie nam łatwo, to szybko je uzupełnimy. Tutaj nie ma reguły, co ile przerwa. Robimy, dopóki jesteśmy w stanie “normalnie myśleć”, nie zastanawiamy się, co na obiad, kiedy wreszcie wypisze się długopis, itp. Jeśli zaczynamy mieć dość tej cholernej inwersji, to robimy przerwę, bo mamy się uczyć, a nie wpieprzać na to, że trzeba kuć. A co z tymi regułkami? Jak już “zaczaimy bazę”, to i bez rycia ich na pamięć mniej więcej wystukamy, o co w nich chodziło z doświadczenia.
C)Gramatyka wiecznie żywa - to chyba najtrudniejsza metoda do wprowadzenia, ale połączona z innymi pozwala utrzymać stały poziom. Po prostu znajdujemy sobie kolegę w kraju, gdzie się używa języka i rozmawiamy. Jeśli wiemy, że trzeba sobie przypomnieć Past Partizip Zwei, to otwarta prośba, żeby pokierować rozmowę tak, że on wyjdzie nie jest wstydem. A jeszcze “stały klient języka” podpowie,jak unikać błędów z własnego doświadczenia. W rozmowie gramatyka jest płynna, bez sztucznego wymuszenia i podlega rzeczywistym mutacjom. Wiem, że są takie stare pryki, które tego nie uznają, bo od 50 lat uczą w ten sam sposób i jest dobrze, ale jeśli tylko macie fajnego nauczyciela, to uzna nawet może i błędną oficjalnie odpowiedź, jeśli jest ona faktycznie używana w życiu codziennym. Przynajmniej ja tak miałam, ale jestem raczej osobą kłótliwą, jeśli wiem, że mam rację.
Wskazówki: Nic na siłę. W przyswajaniu gramatyki niestety nie ma idealnego środka, bo musimy nauczyć się czegoś innego, a wykorzystywać co inne. Dlatego najlepiej jest nie uczyć się gramatyki samej w sobie, a jest praktycznych zastosować, choćby i sztucznie spreparowanych przez podręczniki. Co do zadań samych w sobie, to możemy <naleźć listę 50 takich samych gramatycznie zdań, a może to być misz masz, gdzie sami musimy wiedzieć, którą z przyswajanych sobie form musimy użyć. Każda ma swoje wady i zalety, dlatego warto je używać naprzemiennie. Zadania te mają też to do siebie, że często można uzupełniać po dwa, trzy zdania na raz, więc w autobusie, czy na przerwie też mamy teoretyczny czas na naukę.

3.Czytanki - kto z nas nie zna tych irytujących pytań o to, co było w jakimś tekście na początku działu...Z góry mówię, że nauczenie się graniczy z cudem, liczę tu bardziej na waszą inteligencję. No nic... Po pierwsze, trzeba znać te teksty na bieżąco, czyli po prostu je mieć przeczytane ze 2 razy, jak jesteśmy przy nim. I tyle w kwestii nauki. Jeśli mamy jakiś ogląd w temacie, to coś tam wydukamy nawet i bez znajomości tego konkretnego tekstu, bo przecież ochrona środowiska jest taka sama wszędzie. Bardzo pomagają obrazki, dlatego warto spróbować zerknąć nauczycielowi do książki, Żeby zobaczyć, co tam przy tekście namalowali. Reszta sprowadza się już tylko do słówek potrzebnych do operowania faktami, a to już było wcześniej.


4.Wymowa - podobnie jak czytanki, metody nauki brak. Wszystko wraca do pierwowzoru, czyli muzyki, czy słuchowisk w danym języku. Szczerze polecam słuchania czego popadnie na początku nauki. Może i nie wiemy, o czym do nas człowiek rozmawia, ale brzmienie i tak wchodzi nam do głowy, więc potem ze zdziwieniem zauważamy, że jako jedyni jesteśmy w stanie płynnie przeczytać czy powiedzieć coś widzianego pierwszy raz. To tylko kwestia wyrabianej z uporem maniaka intuicji.

__________________________________________________________
No hej! Wyżej macie naprawdę świetne rady od Kuroneko. Ta dziewczyna jest wspaniała! Także ten... wbijajcie do niej tłumnie http://kotnasluzbie.blogspot.com/
Mamy nadzieję na dodanie kolejnej części tego poradnika już wkrótce, bo Kuro jest tak niezwykle pomocna i łaskawa dla nas, że zgodziła się tym wszystkim podzielić z nami. Pamiętajcie, post autorstwa Kuroneko AmbitneNazwisko, wszystkie prawa zastrzeżone ;)

3 komentarze:

  1. dobry wstęp, najbardziej lubiłam przerabiać mitologie w 'gimbazie' haha :D
    blog: optymistka. | fanpage

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie to wszystko opisane i napisane ^^ I rady dobre, zasadniczo wszystkie w jakiś przetworzony sposób u siebie stosuję. Rzeczywiście nocą wszystko jakoś się układa
    Opowiastki Prawdziwe (klik)

    OdpowiedzUsuń