środa, 5 sierpnia 2015

Burze i relacja z wakacji

Ostatnio pogoda nie jest u mnie najpiękniejsza. Planowałam napisać do was wcześniej, ale burza pokrzyżowała moje plany. Ale teraz wyobraźcie sobie, że siedzimy w ciepłym pokoiku, na zewnątrz deszcz tłucze się o szyby,  błyskawice i grzmoty raz po raz przeszywają niebo, a ja rozpoczynam swoją opowieść. To wszystko wydarzyło się niedawno. W na tyle nieodległej przeszłości, by wspomnienia były jeszcze zupełnie rzeczywiste i namacalne. W nocy z 20 na 21 lipca 2015 roku wsiadłam do autokaru, który miał zawieźć mnie na moje wakacje marzeń. Noc była wyjątkowo ciepła. Zaraz po zapakowaniu swojego bagażu pozbyłam się kurtki i z uśmiechem na ustach zajęłam miejsce na tyłach autobusu. Obok mnie spoczęli Kacper, Marlena i Anita. Pojazd powoli przepełniał się ludźmi, których byłam bardzo ciekawa. Pomachałam przez szybę rodzicom, którzy odwieźli mnie na przystanek i rozpoczęła się podróż. Nasza mała społeczność, zajmująca tylne siedzenie miała wyśmienite humory. Długo rozmawialiśmy podekscytowani i śmialiśmy się, bezczelnie zakłócając spokój współpasażerom. Dopiero po godzinie jazdy zmęczenie dało nam się we znaki. Większą część naszej piętnastogodzinnej podróży przespałam. Bo i cóż innego było mi robić? Dopiero w Świebodzinie, w którym nasze szeregi zasiliły Zuzia i Natalia coś w nas ożyło. Zawarliśmy pierwsze znajomości, więc pozostałe cztery godziny jazdy upłynęły przyjemnie. Po przyjeździe zajęliśmy pokoje. Żeby nie zapomnieć o tym niby nieistotnym szczególe z mojego pierwszego obozu zdradzę tutaj, że wraz z Anitą, Marleną, Zuzią i Natalią zajęłyśmy pokój numer 4. Nie zachwycał swoimi rozmiarami. Jedno z łóżek było wepchnięte na siłę i właściwie spałyśmy na jednej powierzchni. Jedna maleńka szafa z 5 półeczkami i niewielki balkonik. Ta przestrzeń stała się taką ostoją, do której mogłyśmy wracać po pełnych zawirowań dniach spędzanych na nadmorskiej plaży. Ośrodek różnił się od tego, co przedstawiono na stronie internetowej, ale chyba zawsze tak jest. Mimo wszystko podobało nam się. Mieliśmy basen, dwa boiska do piłki siatkowej i jedno do nogi, świetlice, w której urządzane były dyskoteki i urokliwą stołówkę. Pierwszy dzień plażowania spędziłam z Kacprem, nie byłam na tyle śmiała, by już zawrzeć bliższe znajomości, on zresztą też nie. Wieczorem lepiej się poznaliśmy, graliśmy w siatkę i padło hasło, które towarzyszyło nam do końca czyli "Poświęcenie!". Nie jestem pewna co się działo drugiego dnia, ale obstawiam plażowanie. Tym razem Kacper położył się już obok kolegów z pokoju i ich dziewczyn, czyli Pawła, Damiana, Dawida, Klaudii i Gaby. Później wycieczka do pięknego Kołobrzegu, picie wody z solanki, moje pierwsze w życiu wejście na latarnie morską, spacer po malowniczym molo. Następne dni mijały prędko, ciężko było się spostrzec kiedy ten czas uleciał. Plażowaliśmy, zażywaliśmy kąpieli w zimnym, ale jak dla mnie niezastąpionym morzu, wychodziliśmy na miasto, graliśmy w różne gry, był basen, pierwsza tak bardzo integracyjna gra, czyli gra terenowa, w której musieliśmy się rozdzielić z utartymi znajomymi i dzięki temu poznaliśmy nowych ludzi, jak np. przesympatyczna Iza. Było karaoke, którego hitem stała się piosenka "Mamma mia" Abby, a także inna piosenka, w wykonaniu Sebastiana. Taka osoba jak on znajdzie się chyba na każdej kolonii. Głupek, który wszystkich wkurza i sprawia, że ludzie zaczynają się zastanawiać nad jego zdrowiem psychicznym. Wykonał swój taniec dołączając do niego okrzyk "Hajna!Hajna!", który stał się kolejną rzeczą powtarzaną aż do opuszczenia autobusu. Była jeszcze kolorandia, byłam krajem niebieskim i w czasie tej zabawy poznałam fantastyczną Olę. Oglądaliśmy film i tutaj nawiązałam nić porozumienia z Klaudią, która nie dla wszystkich była miła, ale jak dla mnie świetna osoba. Później wycieczka do Międzyzdrojów, aleja gwiazd, muzeum figur woskowych, znów piękne molo, a po drodze coś, co najbardziej przypadło mi do gustu, czyli muzeum V3. Szokujące. To, czego się dowiedziałam było chwilami ponad mój umysł. Wspaniałe. Była też zagroda żubrów, gdzie miałam okazję zamienić słowo z chłopakami. Na plaży graliśmy też w śledzia, jeżeli ktoś zrobił coś źle, nie ważne kto, zawsze było "Anita no!", Kacper został człowiekiem sukcesu, a ja uzyskałam miano śmiejącej się jak hiena. Był bal przebierańców, gra w kolory, według której musieliśmy siadać sobie na kolanach, nielegalne skakanie do basenu po odejściu ratownika, długie nocne rozmowy, napady głupawki, spotkania z ludźmi spoza kolonii jak np. z Michałem, synem kierowniczki i wiele innych wspaniałych wydarzeń. Ostatniego dnia pogoda nam nie dopisała. Udaliśmy się ponownie do Trzęsacza, gdzie miałam okazję jeszcze przez chwilę podziwiać ruiny (a właściwie samą pozostałą ścianę) kościoła. Niesamowite ile morze może pochłonąć. Wieczorem nasze pożegnalne ognisko, później pakowanie i cóż, w drogę. Jeżeli coś pominęłam-moja strata, bo nie będę mogła po czasie do tego wrócić. Wiem, że opowieść jest bardzo chaotyczna, ale pisałam to, co akurat podsunęła mi pamięć. Wróćmy do tego, co macie sobie wyobrażać. Deszcz za oknem powoli cichnie, a ja szeptem kończę swoją opowieść mówiąc, że powrót do domu był słodko-gorzkim wydarzeniem. Opowiadam, że na koniec podróży pan kierowca zawołał przez radio "Hajna!Hajna!", wyściskaliśmy się przed autobusem i zakończyliśmy ten cudowny wspólny rozdział, około północy na moim przystanku, na krańcu Polski prawie najbardziej oddalonym od morza.










Wiem, zapomniałam wspomnieć o naszych opiekunach. Nasza wychowawczyni, pani Ewa była naprawdę wspaniała i na wiele nam pozwalała. Wychowawczyni drugiej grupy, pani Kinga była irytująca i nigdy nie było wiadomo czy trafiło się akurat na słodką idiotkę czy na francę. Kierowniczka była spoko, można było z nią porozmawiać. Pan kierowca naprawdę sympatyczny, grał z nami w siatkę i zabierał na fale. Pani przewodnik była starszą osobą, ale również bardzo bardzo fajną. Śpiewała nam piosenki jak np. taką o Guciu, który żuł gumę i ozdobił domek gównem, ripostowała do ludzi, np. do Sebka powiedziała, że jest tak inteligentny jak woda w kiblu :D No i to chyba tyle z mojej strony. Jeżeli chcecie wiedzieć coś więcej lub zobaczyć więcej zdjęć piszcie. Pozdrawiam :* 

7 komentarzy:

  1. Pięknie to wszystko opisałas :) Fajnie że się dobrze bawiłas :) Chciałabym kiedyś pojechać na takie kolonie i poznać tylu nowych ludzi... Piękne zdjęcia i oczywiście ze chce więcej :) Pozdrawiam :D :D :D
    ludziesamotni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. musiało być super, ja dopiero wyjezdzam za 2 tygodnie :)
    potrzebuje kliknięć w najnowszym poście, pomożesz?

    http://fashionelja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Super relacja i zdjęcia :-)
    http://spelniajxxmarzenia.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  4. Z chęcią przeczytałam całą relację. Opisałaś to niemal jak w książce.
    Pozdrawiam
    http://www.fashioon-update.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Heh... u nas każda klasowa wycieczka (a większość była niejednodniowa) kończyła się jakim głupim tekstem, który potem się wlókł za nami. Po rajdzie było "nie oszczędzaj się", do tej pory nie wiem, skąd się wzięło. Po obozie naukowym "Ale oo coooo chodzi?" wysokim "krakowskim" tonem zasłyszane u jakiej baby na chodniku, na studniówce potem wszyscy tylko ryli na widok flaszki, bo o mało nie potłukła moja klasa pod stołem jednej (przy absolutnej ciszy). No nic, a co do tych głupków, to ja przez długi czas miałam "szczęście" jeździć na obozy z bliźniakami Kubicami. Tak, tak mieli na nazwisko. Rozróżnialiśmy ich po tym, że "Jasiek miał mądrzejszy wyraz uszu", poza tym Piotrek do mnie zarywał zawsze. Tymi "genialnymi" tekstami rodem z Tymbarka. No, ale ja tu o sobie, a to przecież twój blog... Mam nadzieje, że się poparzyłaś, bo to podobno wyznacznik dobrych wczasów nad morzem.
    Zapraszam do siebie, właśnie wstawiłam rozdział, a wcześniej jeszcze jest notka Nyon.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super post! Czekam na więcej i jasne że chętnie zobacze jeszcze więcej ciekawych inspirujących zdjęć!! Byłoby wspaniale... Nie to że ci zazdroszcze, po prostu tego roku nie będzie poważniejszego wyjazdu w wakacje. Zostaje w domu. Ale sama chciałam a teraz tego żałuje bo mogłam całe wakacje siedzieć na 4 różnych plażach - Chorwacja - Albania - Kołobrzeg - I oczywiście Rowy (mało znana miejscowość nad morzem bałtyckim :)
    Pozdrawiam i nie mogę się już doczekać następnego posta !!! !!!

    atkasblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawie spędzałaś wakacje. Zazdroszczę ci tego bo ja niestety nigdzie nie wyjadę i do końca sierpnia siedzę w domu. Miasta nadbałtyckie mają taki swoisty klimat, którego nie zapomina się do końca życia,tak samo jak zwiedzania. Ja byłam kiedyś w Trójmieście i bardzo mi się tam podobało.
    Mój kawałek internetu

    OdpowiedzUsuń