sobota, 26 września 2015

W przyrodzie właśnie zaczęła się jesień, w moim sercu rodzi się wiosna

Powinnam usiąść na dłużej przed komputerem i zacząć was przepraszać. Za tak długą nieobecność, za zaniedbywanie bloga, za niedawanie znaku życia. Naprawdę chciałabym zamieszczać posty częściej, pisać dla was coś ciekawego, ale ostatnio do wszystkiego brakuje mi czasu. Na wakacjach czasami ciężko mi było się oderwać od laptopa, teraz jest zupełnie przeciwnie. Jeśli już znajdę chwilkę na włączenie internetu moja głowa świeci pustkami. Nie mam pojęcia o czym mogłabym do was pisać. Straciłam jakąś więź z blogiem i jeszcze nie potrafię jej do końca odbudować. Wydaje mi się, że przez to trochę was omija. Więc może ja postaram się w skrócie opowiedzieć wam co się u mnie ostatnio działo? Rozpoczął się rok szkolny, a co za tym idzie dosłownie zawalono nas nauką. Chyba jeszcze nigdy nie spędzałam tak dużo czasu nad książkami. Staram się od początku dawać z siebie wszystko, ale to czasem jest naprawdę bardzo trudne. Powrót do szkoły był oczywiście przygnębiający, ale spotkanie przyjaciół jakoś to wszystko rozjaśniło. Wrzesień się jeszcze nie skończył, a ja już mam dosyć i wydaje mi się, że potrzebuję odpoczynku. Weekendy to moje azyle, które w jakiś sposób ratują moją psychikę przed upadkiem. Lato oficjalnie się skończyło, ale piękny sen o nim wciąż majaczy w mojej pamięci. Teraz, kiedy to piszę za oknem pada deszcz. Mam ochotę wybiec z domu na bosaka i poczuć się jak dziecko, które beztrosko brodzi po kałużach. Niestety, nie mogę znów mieć sześciu lat, a skakanie po kałużach, nawet nie boso, a w kaloszkach (których swoją drogą nie posiadam) zostałoby spostrzeżone przez moich rodziców za jakieś odstępstwo od zdrowia psychicznego. A ja tak bardzo chciałabym poczuć się beztrosko. Chyba odbiegłam trochę od tematu... w szkole staram się być sobą. Czas, który poświęciłam dla bloga, czas, w którym was poznałam pomógł mi się nauczyć nie wstydzić. Co z tego, że ludzie mogą mnie postrzegać jako tą dziwną, inną i tak dalej? Lepiej, żeby się ode mnie odwrócili widząc moją osobowość niż zostali nie wiedząc tak naprawdę nic. W pierwszy dzień jesieni odbyło się u nas w szkole pożegnanie lata. Z tej okazji zorganizowano zabawę. I udział w niej był chyba jednym z moich większych kroków do pokazania siebie, do nieprzejmowania się. Przyszło niewiele osób, a ja wraz z przyjaciółkami mimo to odważyłam się wejść na pusty parkiet i tańczyć tak jak chciałam, do takich piosenek, które podobały się mi, a nie im wszystkim. Jestem z siebie dumna. Chciałabym stać się jeszcze bardziej otwarta. Poza tym spotkałam się na dyskotece z moją przyjaciółką, Izą, z którą ciężko jest mi się widywać na co dzień i to spotkanie także przepełniło mnie jakimś niepojętym entuzjazmem. Chciałabym wrócić tutaj, na bloga i mam nadzieję, że mi się to powiedzie. Jeszcze raz przepraszam za tą nieobecność, ale chyba popełniłam trochę błędów, zgubiłam swój kierunek, ale wracam. Wracam ze zdwojoną siłą, uśmiechem na twarzy i głową pełną pomysłów. A kij z innymi ludźmi, z Alanem i całym tym bagnem. Będzie dobrze, bo mam przy sobie dobrych ludzi, bo mam przy sobie was i muszę pożegnać zimę w moim sercu. Muszę zacząć żyć pełnią życia. Dla siebie i dla was.


niedziela, 6 września 2015

Colleen Hoover "Pułapka uczuć"

Ostatnio jestem bardzo zabiegana, a do tego nie mam zbyt wielu pomysłów na posty, dlatego trochę mnie tu nie było. Mam nadzieję, że wybaczycie mi moją nieobecność. Dopiero było moje narzekanie na powrót do szkoły, były wakacje i piękne, słoneczne dni, a teraz mamy już tydzień szkoły za sobą. Co się u mnie działo? Nie za wiele. Byłam w mieście na zakupach, spotkałam się ze znajomymi, w piątek odwiedziłam Olę i...chodziłam do szkoły. Już od pierwszego tygodnia nauczyciele nieźle nas przycisnęli, dlatego nie mam zbyt wiele czasu wolnego. Dziś jednak, w niedzielny wieczór chciałabym się z wami podzielić recenzją książki, która plasuje się w mojej ścisłej czołówce. Mowa tutaj o dziele "Pułapka uczuć" autorstwa Colleen Hoover.

Layken Cohen niedawno straciła ojca. Wraz z matką i bratem próbują otrząsnąć się z tej tragedii i rozpocząć nowe życie, którego początkiem ma być przeprowadzka. Wyjazd jest ciężkim przeżyciem dla całej rodziny. Layken i jej brat, Kel muszą zostawić za sobą przyjaciół, szkołę i wszystko, co znali do tej pory. Ich matka jest pełna obaw, ale mimo to stara się wspierać dzieci jak tylko może. Już pierwszego dnia po przyjeździe w nowe miejsce Lake poznaje przystojnego sąsiada, który nie pozostanie jej obojętny. To spotkanie zupełnie zawiruje światem Lake, a to dopiero początek ogromnych zmian i perypetii w rodzinie Cohenów. Jak Cohenowie poradzą sobie w nowym miejscu? Czy uda im się zabliźnić rany powstałe w wyniku odejścia bliskiej osoby? Odpowiedzi poznacie zagłębiając się w lekturę.

Po tę pozycję sięgnęłam właściwie przypadkiem. Natknęłam się na nią szukając informacji o "Hopeless". Zastanawiałam się czy inne dzieła spod pióra Colleen Hoover są równie dobre co historia o beznadziejnym chłopcu. Lektura szybko mnie wciągnęła, jednak z początku odnosiłam wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko, że jest zbyt cukierkowa. No bo...miłość od pierwszego wejrzenia tuż po opuszczeniu samochodu? I co niby będzie się dziać później? Jeszcze więcej słodyczy? Kolejne strony zaskoczyły mnie jednak, a treść książki sprawiła, że oddałam jej moje serce bezpowrotnie. Chociaż początkowo miałam co do tej książki mieszane uczucia i spodziewałam się kolejnej opowieści o miłości, która nie wzbudzi we mnie zbyt wielu uczuć, to podczas lektury szybko zmieniłam zdanie i całkowicie w nią wsiąknęłam. Przez czysty przypadek sięgnęłam po naprawdę emocjonującą powieść, w której możemy się zetknąć ze stratą bliskich osób i uczuciom jej towarzyszącym, takim jak gniew, złość, ból, zaprzeczenie, ale z czasem także akceptacja. Książkę "Pułapka uczuć" polecam każdemu bez wyjątku. Moja ocena to nieprzesadzone 10/10. Po tę pozycję sięgałam wiele razy, czasem studiowałam ją od deski do deski, czasem odszukiwałam po prostu ulubione cytaty. Naprawdę się cieszę, że dzieło wpadło mi w ręce.

Cytaty:
"Tak wiele mnie nauczyła. I nadal uczy mnie tak wiele. Nauczyła mnie kwestionować. I nigdy nie żałować…"

"Tak wiele mnie nauczyła. I nadal uczy mnie tak wiele. Nauczyła mnie kwestionować. I 

nigdy nie żałować…"

"-Co to znaczy zamyszkiwanym? - pyta Kel.

- Zamieszkiwanym - poprawiam go. - Zamieszkiwać to inaczej zajmować, mieszkać, rezydować, zaludniać, koczować, żyć.
-To jak my zamyszkiwujemy Ypsilanti?
- Zamieszkujemy. Jestem padnięta. Idę do łóżka.
- Chcesz powiedzieć, że idziesz zamieszkiwać swoją sypialnię? - pyta Kel.
-Szybko się uczysz, koniku polny."

"Według słownika...

i według mnie...
istnieje około trzydziestu różnych znaczeń
i synonimów słowa
podły.
Osioł,palant,okrutny,kutas,nieuprzejmy,ostry, nikczemny,
nienawistny,bez serca,zjadliwy,złośliwy, nieubłagalny,
tyran,nieprzyjazny,okropny,drań,
barbarzyńca,zgorzkniały,brutal,gruboskóry, degenerat,
bestialski,zdemoralizowany,zły,dziki,surowy, nieprzejednany,
rozgoryczony,zgubny,nieludzki,potworny,
bezlitosny,nieugięty.
I moje ulubione:dupek."