niedziela, 22 listopada 2015

Miły weekend i przerażająca wizja poniedziałku

Biegnij, biegnij! Jeszcze Trochę! Dasz radę! Dawaj! I...jest! Dobiegła! Dobiegła... ale na straconej pozycji. Tak. Te kilka zdań chyba najlepiej opisuje to, co się teraz u mnie dzieje. Jest tyle zamieszania, wydarzeń, zwykle bardzo pozytywnych, a do tego tyle nauki. Nie wiem w co włożyć ręce i niestety, nauka na tym traci. Patrzę na stos książek leżących obok mnie i opadam z sił. Spędzam czas naprawdę przyjemnie, ale czuję, że się opuszczam, zaniedbuję naukę i to mi przeszkadza. Mam nadzieję, że szum wokół mnie jakoś się uspokoi i zbiorę się w sobie, by odsunąć przyjemności na dalszy plan. Ale to od jutra. Teraz chciałabym wam opowiedzieć o tym, jak spędziłam weekend, bo jest trochę do opowiadania. Tak więc po kolei. Cofnijmy się w czasie do piątku <widzicie teraz taki falujący obraz jak w filmach>.

Moja szkoła organizuje wiele wydarzeń zarówno dla uczniów jak i zaproszonych gości. W ten piątek odbyła się u nas wieczornica. Przede wszystkim moja klasa, jako ci, którzy zawsze są do wszystkiego chętni, uwielbiają zdzierać gardła itd., itd. brała aktywny udział w części artystycznej. Było mi to naprawdę na rękę, ponieważ próby zajęły większość lekcji w tygodniu, a później dostaliśmy poczęstunek (mniam placek ^^). Ale nawet gdyby nie było tych dodatkowych korzyści, to uwielbiam próby. Moja klasa jest naprawdę zgrana, więc było masę śmiechu, wygłupów i tych zwyczajnych rzeczy, które z tymi idiotami są jakieś wyjątkowe. Oczywiście jak to ja i moja przyjaciółka, Dominika musiałyśmy się trochę poprzepychać, ale w końcu bez tego byłoby niekompletnie. A jako, że był to przecież Wieczór Pieśni Patriotycznej nie obyło się bez śpiewania, głośnego, długotrwałego, wspaniałego. Naprawdę nigdy nie pożałuję, że tam poszłam. Po oficjalnej części usiedliśmy do stolików, a konwersacje kwitły. Naszą szkołę odwiedziła moja przyjaciółka Iza, co już w ogóle nadało temu wieczorowi +10 do fajności. Szkoda, tylko, że inna przyjaciółka się rozchorowała. Czas zleciał naprawdę błyskawicznie. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam się powoli ze wszystkimi żegnać (pozdrowienia dla Mateusza, który pewnie nigdy tego nie zobaczy i który porywając mnie w objęcia mało mnie nie zabił haha i dla jego kuzyneczki Kamili). Następnego dnia miałam zdarte i bolące gardło, ale nie oddałabym tych przeżyć za nic.

A co się wydarzyło w sobotę, że mówię, że cały weekend był przepełniony zajęciami i naprawdę przyjemny? Otóż, dzięki życzliwości taty jednego z moich kolegów, mogliśmy pojechać na mecz piłki siatkowej kobiet. Szkoda, że nie mężczyzn, ale przeboleję. Zawsze jestem chętna do wyjazdów i w ogóle wszystkiego, więc nie byłabym sobą, gdybym się nie zgłosiła. Jak wiecie, albo i nie, mieszkam w województwie podkarpackim, więc na mecz udaliśmy się do Rzeszowa. Byłam na nim trochę przymulona, bo wcześniej brałam leki, ale podobało mi się. Fajnie było obserwować grę, a kibicowanie, choć nie da się powtórzyć tego, co dzieje się na meczach Asseco, zupełnie mnie porwało. Poza tym Kamila zapewniła mi odpowiednią dawkę śmiechu. No bo jak tu się nie śmiać (lub nie postukać w głowę, nie wnikam w reakcje innych) obserwując kogoś, kto suszy zęby suszarką do dłoni? W drodze powrotnej trochę porozmawiałam z kolegami z klasy i ogólnie pozytywnie. I te teksty naszego historyka, wyłapywanie przez niego przekleństw padających ze strony mojego przyjaciela. No i wieczór, jak za dawnych czasów, u Kacpra przy coli i kolejny meczyk, tym razem w telewizji.

źródło:Google

 A co z niedzielą? W niedzielę, jako aktywna działaczka wolontariatu, stałam z puszką PCK przed mobilnym punktem poboru krwi. Tak swoją drogą, to jeżeli macie taką możliwość gorąco was zachęcam do oddawania krwi. Możecie ratować życie, a nic was to nie kosztuje. Było co prawda zaledwie 3 stopnie i padał deszcz, ale wytrwale, znów z Kamilą, wystałyśmy z przerwą ponad godzinę. To nic, że paluszki mi odmarzły. Oprócz tego, że pomagałyśmy, nadarzyła się okazja do rozmowy i fajnie, bo na ogół jestem dosyć aspołeczna i spędzam czas zamknięta w pokoju. To nie dziś. Byliśmy tam w naprawdę fajnej ekipie i w przerwie na gorącą herbatkę też trochę pośmialiśmy. Podobało mi się też to, że jesteśmy na tyle blisko, że razem przyjechaliśmy i wróciliśmy. Nawet z Alanem, którego nazywanie zmyślonym imieniem przestaje mi się podobać, zamieniłam kilka słów. Może, żeby całkowicie pożegnać to, co było i przestać żyć wspomnieniami, powinnam wspomnieć jego imię? Wydaje mi się, że czas najwyższy, bo chyba przeszłam nad tym, co się stało do codzienności. Tak więc zamieniłam kilka słów nawet z Tomkiem. A później wróciłam do domu samochodem jego taty. I nawet mnie to wszystko nie przybiło, a to znaczy, że jest bardzo dobrze.


Tak więc podsumowując-naprawdę przyjemny weekend, spędzony w świetnym towarzystwie. Dla takich chwil i wspomnień, nauką można się stresować w chwili lekcji. Mam nadzieję, że wy też miło spędziliście weekend i że jeszcze tu wpadacie. Enjoy!
PS.Wybaczcie mi tą epopeję, ale chyba musiałam się rozpisać, żeby przypieczętować powrót, bo nie chcę już stąd uciekać. Zostaję ;) Chciałabym jeszcze pozdrowić serdecznie wszystkich, którzy ze mną wytrwali.


7 komentarzy:

  1. Witaj! Piszę do ciebie, ponieważ postanowiłam wreszcie zrobić trochę ruchu wokół naszych blogów. Kom za Kom / obs za obs to raczej słaby sposób na zdobycie czytelników, nie? Tak jak i reklamowanie się u innych...
    Oto grupa, dzięki której łatwiej nam będzie czytać siebie nawzajem. Poza tym możemy wymieniać się opiniami, pisać, dzielić inspiracjami, organizować grupowe serie wpisów. Sęk w tym, aby było nas tam jak najwięcej. Dołącz proszę do grupy jeżeli interesuje cię taki układ i postaraj się ściągnąć tam jak najwięcej zaprzyjaźnionych blogerów.

    https://www.facebook.com/groups/976847072381696/

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się ze spedzilas przyjemny weekend w odpowiednim towarzystwie. Ja niestety zaszyta pod książkami w swoim pokoju czekałam na zbawienie które nie przyszło... Może powinnam to zmienić?
    Pozdrawiam
    atkasblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Na prawdę super weekend ;) Właśnie o to chodzi żeby nie marnować żadnej chwili w życiu tylko cały czasie coś robić a najlepiej coś dobrego ;) Ja też jestem wolontariuszem :) Super post ;) Pozdrawiam
    ludziesamotni. blogspot. com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mmm widzę siatkówkę i odrazu cieplej na sercu. Chociaż to damska, ale jednak siatka <3

    www.sarahfrompl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny miałaś weekend :D Eh, ja średnio lubię poniedziałki...
    Pozdrawiam
    passionsmy.blogspot.com
    /Majaaa ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja niestety nigdy nie byłam na meczu siatkówki. Jakoś nigdy nie miałam okazji, po za tym nie lubię tego sportu ale fajnie że przeżyłaś coś ciekawego :)

    Mój kawałek internetu

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny blog :) Obserwuje i liczę na to, że tobie również spodoba się mój blog i zrobisz to samo :) maarzycieelka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń